Klik.
„Mówiłam ci, żebyś nie hałasowała” – wyszeptała.
Nie zdążyłam się nawet odwrócić.
Jej dłonie uderzyły mnie w plecy z przerażającą siłą.
Świat się zakołysał.
Spadłam ze schodów. Ból eksplodował w moim ciele, gdy uderzyłam o stopnie, a kiedy wylądowałam na dole, ledwo mogłam oddychać.
„Moje maleństwo…” – próbowałam wyszeptać.
Doña Regina schodziła powoli, uważając, żeby nie pobrudzić butów.
Nachyliła się do mojego ucha.
„Stracisz dziecko albo stracisz życie. Mój syn potrzebuje bogatej żony, a nie jakiejś dziewczyny z sąsiedztwa, która da mu spadkobierców”.
Po czym wyjęła telefon i zadzwoniła na pogotowie, a jej głos natychmiast zmienił się w drżący szloch.
„Ratunku! Moja synowa upadła! Jest w ciąży!”
Kiedy przyjechali ratownicy medyczni, pogłaskała mnie po włosach jak święta w żałobie.
Ale tuż przed położeniem mnie na noszach, pochyliła się ponownie i wyszeptała:
„Nawet nie myśl o obudzeniu”.
W szpitalu ABC w Santa Fe, podczas gdy lekarze wiozą mnie na ostry dyżur, Doña Regina siedziała w prywatnej poczekalni tak spokojnie, jakby czekała w luksusowym salonie. Otarła ślad na pięcie i wysłała wiadomość:
„Mateo wkrótce będzie wolny. Jego miejsce jest u Camili Robles. Potrzebuje żony na swoim poziomie”.
Uśmiechnęła się.
Myślała, że wygrała.
Ale wtedy otworzyły się drzwi do sali operacyjnej.
Weszli mężczyźni i kobiety w ciemnych garniturach – dyrektorzy, prawnicy, ochroniarze, ludzie, których Doña Regina widywała tylko w magazynach finansowych. Stali w milczeniu przed salą operacyjną.
Nikt jej nie powitał.
Nikt nawet na nią nie spojrzał.
Wtedy zadzwonił dzwonek prywatnej windy.
Drzwi się rozsunęły.
Wyszedł Mateo w nieskazitelnym czarnym garniturze, a za nim prokuratorzy i cały zarząd Grupy Santillán.
Mój mąż nie wyglądał już jak prosty człowiek, który przynosił mi słodkie pieczywo w niedziele.
Wyglądał jak człowiek, który jednym rozkazem może zniszczyć całe imperium.
Doña Regina wstała blada.
„Mateo? Co to jest?”
Nie spojrzał na nią.
Podszedł prosto do prokuratora, wyjął z marynarki czarny pendrive i powiedział głosem zimniejszym niż kamień:
„Moja matka próbowała zabić moją żonę i moje dziecko. Wszystko jest nagrane”.
Dumna twarz Doñi Reginy poczerwieniała.
Wtedy drzwi sali operacyjnej nagle się otworzyły.
Wybiegł lekarz.
„Panie Santillán! Dziecko jest w niebezpieczeństwie!”
Doña Regina nie mogła uwierzyć w to, co miało się wydarzyć.
Mateo nie krzyczał. Nie płakał. Przez dwie sekundy nawet się nie poruszył.
Potem podpisał dokumenty pewną ręką.
„Ratuj moją żonę. Ratuj mojego syna. Zrób, co musisz”.
Lekarz wbiegł z powrotem do środka.
Doña Regina, wciąż powstrzymywana jedynie obecnością funkcjonariuszy, próbowała odzyskać spokój.
„Mateo, synu, posłuchaj mnie. Ta kobieta zawsze była słaba. Chciałem cię tylko chronić. Nie rozumiesz, co ona nosi. Nazwisko Santillán potrzebuje silnej krwi, a nie…”
Mateo odwrócił się powoli.
Korytarz zamarł.
„Nigdy więcej nie wspominaj o mojej żonie”.
Zaśmiała się nerwowo.
„Pani żona? Proszę. Nie ma pani nic. Dom, konta, firmy – wszystko pochodzi ode mnie. Jestem głową tej rodziny”.
Po raz pierwszy odezwał się jeden z doradców.
„Pani Regina, nie jest pani większościowym udziałowcem od siedmiu lat”.
Jej wyraz twarzy się naprężył.
„Co to za bzdura?”
Mateo podszedł bliżej.
„Mój ojciec przed śmiercią zostawił mi prawdziwą kontrolę. Dostawała pani tylko miesięczną pensję. Pozwoliłem pani wierzyć, że to pani rządzi, bo myślałem, że przynajmniej uszanuje pani moją rodzinę”.
„Kłamstwa” – syknęła. „Byliście bezużyteczni”.
„Nie” – powiedział. „Byłem dyskretny”.
Prokurator otworzył pliki na pendrive’ie za pomocą tabletu. Nagranie zaczęło się bez dźwięku: Doña Regina podeszła do mnie od tyłu, rozejrzała się dookoła, a potem mnie popchnęła. Potem pojawił się dźwięk.
„Stracisz dziecko albo stracisz życie…”