„Oni też wyglądają przyzwoicie. Obrzydliwie”.
Po raz pierwszy Ethan przestał mnie szukać, żeby móc mnie kontrolować. Zamiast tego wyglądał na przerażonego utratą wizerunku. Frank chwycił Lindę za ramię i pociągnął ją w stronę windy. Gdy pospiesznie odjeżdżali, cicho zamknąłem drzwi.
Nie czułem satysfakcji. Czułem kalkulację. Jakby każdy złamany element w końcu wskoczył na swoje miejsce.
Tego popołudnia Ethan zadzwonił do mnie z zastrzeżonego numeru. Nagrałem wszystko.
„Powiedz mi, gdzie jesteś.”
„Żeby twoja mama mogła dokończyć robotę?”
„Przestań dramatyzować. To był wypadek. Ty to spowodowałeś.”
„Mam złamaną nogę, Ethan.”
„I przez ciebie mam problemy w pracy. Jeśli będziesz gadał, twoi rodzice też ucierpią.”
Zamilkłem na tyle długo, żeby mógł kontynuować. Groził, że mnie znajdzie. Groził, że zabierze mi pieniądze. Groził, że powie wszystkim, że jestem niezrównoważony psychicznie. Potem jego głos złagodniał.
„Wracaj do domu. Mama mnie przeprosi.”
„Mój prawnik skontaktuje się z tobą w sprawie rozwodu.”
Potem się rozłączyłem.