„Nie. Mam trzydzieści dwa lata”.
„To nie uniemożliwia komuś odziedziczenia po tobie”.
Mariana poczuła ucisk w żołądku.
Przed ślubem prawnie zabezpieczyła udziały w rodzinnej firmie. W razie rozwodu Alejandro nie miałby do nich żadnych praw.
Ale Laura przypomniała sobie coś dziwnego.
„Kiedy przeglądaliśmy umowę, Alejandro kilkakrotnie pytał, co stanie się z twoimi udziałami, jeśli umrzesz w związku małżeńskim”.
Mariana zamarła.
Przypomniała sobie też rozmowę sprzed miesięcy.
Alejandro zapytał ją, dlaczego ktoś tak bogaty nie sporządził testamentu.
Zażartowała:
„Bo nie planuję umierać w najbliższym czasie”.
Teraz zdanie brzmiało jak wyrok śmierci.
„Gdybym umarła wczoraj… czy Alejandro mógłby odziedziczyć?”
Laura starannie dobierała słowa.
„Biorąc pod uwagę twoją sytuację rodzinną, brak dzieci i rodziców, miałby bardzo korzystną pozycję spadkową. A intercyza nie pozbawia go automatycznie praw do dziedziczenia”.
Mariana poczuła mdłości.
Tego samego dnia poszła do notariusza i prawnie uporządkowała swój majątek.
Nic nie powiedziała mężowi.
Dwa dni później nadeszły wstępne wyniki badań.
W szklance znajdowała się niebezpieczna substancja, która mogła wyrządzić jej poważną krzywdę.
Nie było już podejrzeń.
Ktoś próbował ją zabić.
Alejandro znowu jej szukał.
„Moja mama mówi, że zrobiła to, żeby mi pomóc” – wyjaśnił. „Zawsze myślała, że mnie upokarzasz, bo wszystko było twoje”.
Mariana wpatrywała się w niego.
„Jak ci pomóc?”
„Myślała… że gdyby coś ci się stało, może odziedziczę twój majątek”.
Daniela, która była obecna, na chwilę wstrzymała oddech.
„Skąd wiesz, że go odziedziczysz?” – zapytała Mariana.
Alejandro zwlekał z odpowiedzią.
„Jestem twoim mężem. To naturalne”.
„Pytałaś też o mój spadek, zanim się pobraliśmy”.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
„Czy Laura ci powiedziała?”
Mariana zdała sobie sprawę, że właśnie dostała odpowiedź, której on nie chciał jej przekazać.
Tej nocy, w innej części miasta Meksyk, kobieta o imieniu Fernanda Ruiz wpatrywała się w telefon komórkowy, głaszcząc brzuch w piątym miesiącu ciąży.
Dzwoniła do Alejandro sześć razy.
Nie odbierał.
W końcu nadeszła wiadomość:
„Usuń nasze rozmowy. Nie pisz do mnie więcej, dopóki się z tobą nie skontaktuję”.
Fernanda sięgnęła po stary telefon, w którym trzymała kopie wiadomości.
Otworzyła jedną, wysłaną tydzień przed ślubem.
„Ważne, żebyśmy z Marianą oficjalnie wzięli ślub. Potem wszystko się zmieni”.
Potem znalazła kolejną:
„Kiedy urodzi się nasze dziecko, będę wolna… i będę miała mnóstwo pieniędzy”.
Fernanda zaczęła drżeć.
I po raz pierwszy zrozumiała, że kobieta, na której śmierć tak długo czekała, może nie być jedyną osobą, którą Alejandro musi uciszyć.
CZĘŚĆ 3
Następnego ranka Fernanda obudziła się przed świtem.
Prawie nie spała.
Miesiącami przyjmowała wyjaśnienia Alejandro, bo chciała w nie wierzyć. Upierał się, że jego związek z Marianą dobiegł końca, że ślub to tylko układ biznesowy i że gdy tylko pewne „sprawy rodzinne” zostaną rozwiązane, będą mogli być razem.
Fernanda wiedziała, że to wygodne kłamstwo.
Nie chciała przyznać się do czegoś o wiele mroczniejszego.
Jej przyjaciółka Karla przyjechała do jej mieszkania około ósmej.
„Mówiłaś mi, że jesteś chora, ale wyglądasz na przerażoną”.
Fernanda zamknęła drzwi.
Potem położyła drugi telefon na stole.
„Przeczytaj to”.
Karla sprawdziła wiadomości.
„Po rejestracji wszystko się zmieni”.
„Moja mama załatwia sprawy z restauracją”.
„Rozwód nic mi nie da”.
„Kiedy to się skończy, będę miała życie, na jakie zasługuję”.
Karla powoli podniosła wzrok.
„Wiedziałaś?”
Fernanda zaczęła płakać.
„Wiedziałam, że liczył na śmierć Mariany”. Ale nigdy mi nie powiedziała, jak to się stało. Pomyślałam… Nie wiem, co myślałam.
„Myślałaś, że możesz milczeć”.
Prawda bolała bardziej, bo była prawdziwa.
„Musisz iść na policję”.
„Jeśli Alejandro się dowie…”
W tym momencie usłyszeli dźwięk klucza próbującego otworzyć drzwi.
Fernanda zbladła.
Wewnętrzny zamek uniemożliwił jej wejście.
„Fer, otwórz” – powiedział Alejandro z zewnątrz.
Karla wyjęła telefon komórkowy i zaczęła nagrywać.
Fernanda podeszła, nie otwierając drzwi.
„Czego chcesz?”
„Porozmawiać”.
„Porozmawiać stamtąd”.
Zapadła cisza.
„Usuń nasze wiadomości”.
„Dlaczego?”
„Ponieważ moja matka jest oskarżona o usiłowanie zabójstwa i każda nasza rozmowa mogłaby mnie zniszczyć”.
„To nie są zwykłe wiadomości od kochanka. Pisałeś o ślubie, o pieniądzach i o tym, jak twoja matka załatwiała coś w restauracji”.
Cisza.
„Interpretujesz rzeczy, których nie rozumiesz”.
„Mówiłaś, że rozwód ci nie pomoże”.
Alejandro uderzył dłonią w drzwi.
„Dość!”
Fernanda cofnęła się.
„Mówiłaś też, że po ślubie będziesz bogata i wolna”.
„Bo planowałam się później rozstać”.
„Rozstać się czy owdowieć?”
Kolejna pauza.
Kiedy odezwał się ponownie, jego głos był znacznie chłodniejszy.
„Usuń wszystko, co jest z moim nazwiskiem”.
„A jeśli tego nie zrobię?”
„Nie komplikuj mi życia, Fernando. Jesteś w ciąży z moim dzieckiem. Zastanów się dobrze, co robisz”.
Alejandro wyszedł.
Karla zatrzymała nagranie.