Leo siedział zapięty pasami z tyłu, już zasypiając, z plastrem na kolanie. Wyciągnęłam drugi telefon, ten szyfrowany do transakcji o wysokiej stawce. Moje palce poruszały się z zimną precyzją chirurga.
„Clara” – powiedziałam, gdy połączenie zostało nawiązane. Zarządca nieruchomości odebrał po pierwszym sygnale.
„Tak, pani Miller?”
„Dom pod adresem Ridgeview 144. Skończyliśmy z eksperymentem z „zasiłkiem rodzinnym”. Bradley Vance naruszył warunki tymczasowego pobytu, wyrządzając krzywdę gościowi – mojemu synowi. Chcę, żeby się wyprowadził. Jeszcze dziś wieczorem”.
„Rozumiem” – odpowiedziała Clara profesjonalnym i ostrym głosem. „A ta druga sprawa? Audyt Vance Asset Management?”
„Wykonaj to” – powiedziałam. „Wiem, że korzystał z korporacyjnych linii kredytowych, które wspierałam, żeby sfinansować swój osobisty styl życia. Catering na to przyjęcie, Rolex, samochody – to wszystko sprzeniewierzenie funduszy Miller Holdings. Proszę rozwiązać umowę z spółką zależną. Natychmiast”.
Obserwowałam rezydencję w lusterku wstecznym. Światła jarzyły się złotem, sylwetki „ważnych osób” poruszały się za szybą. Wyglądały jak papierowe laleczki w domku dla lalek, który zbudowałam i który teraz miał się rozwalić.
„Czy chce pani, żeby goście zostali usunięci, pani Miller?”
„Nie” – wyszeptałam. „Niech dopiją szampana. Chcę, żeby zobaczyli dokładnie moment, w którym podłoga zapada mu się pod nogami. Chcę, żeby poczuli przeciąg, gdy drzwi się zamkną”.
Kiedy zaczęłam odjeżdżać, z frontowych drzwi wybiegła jakaś postać. To była moja siostra, Sarah. Zatrzymała mnie, blada na twarzy, z oczami szeroko otwartymi z nagłej, ostrej paniki. Opuściłam szybę o centymetr.