boleśnie ciasno. „Porozmawiajmy o mojej żonie, która tylko narzeka na zdrowie. Ciąża nie jest powodem, żeby wymigiwać się od obowiązków”.
Goście wpatrywali się w swoje talerze, zawstydzeni. W powietrzu unosiło się tak silne napięcie, że trudno było oddychać.
„Mark, za dużo wypiłeś” – powiedział cicho jego ojciec.
„Nie mów mi, co mam robić!” – ryknął Mark. Zwrócił na mnie swoją wściekłość. „A ty” – syknął mi do ucha. „Zawstydzasz mnie przed moim ojcem. Zawsze to robiłeś. Założę się, że zaaranżowałeś tę ciążę tylko po to, żeby mnie złapać w pułapkę”.
Musiałem wyjść. Ale kiedy próbowałem wstać, popchnął mnie z powrotem na krzesło. „Dokąd ty się wybierasz?” – warknął. „Jeszcze nie skończyliśmy”. Pochylił się, jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej, a oddech miał kwaśny od whisky. „Nauczysz się szanować męża”. Uniósł rękę.
A potem mnie uderzył. Nie szturchnął, nie popchnął. Mocne uderzenie otwartą dłonią w twarz, które odrzuciło mi głowę do tyłu. Jedna z kobiet jęknęła. Arthur zerwał się na równe nogi, ale jego żona, Victoria, chwyciła go za ramię. „Nie wtrącaj się” – syknęła. „To ich sprawa”.