Blake zaczął powtarzać jej słowa za każdym razem, gdy prosiłam o granice, mówiąc, żebym nie dramatyzowała w tej sytuacji. Sprawił, że poczułam się jak egoistka, bo po prostu chciałam wykonywać swoją pracę w ciszy i spokoju.
Znosiłam to dalej i nawet zapłaciłam za cały catering i drinki na przyjęcie Masona, żeby uniknąć kolejnej kłótni. Miałam nadzieję, że tym razem uda nam się przetrwać rodzinną imprezę bez sceny i kolejnego żądania pieniędzy.
Potem kuzyn Blake’a, Austin, usiadł obok mnie z grubą teczką w kolorze manili i uśmiechem sugerującym, że prosi o drobną przysługę. „Potrzebuję tylko twojego podpisu na tym wniosku pożyczkowym, jako formalności” – powiedział, przesuwając w moją stronę dokumenty.
Otworzyłem teczkę i zobaczyłem, że moje nazwisko jest już wydrukowane na linijce poręczyciela. „Nie podpiszę tego” – stwierdziłem stanowczo.
Śmiech na podwórku zdawał się natychmiast ucichnąć, gdy pani Gable podeszła z talerzem jedzenia i chłodnym wyrazem twarzy. „W tej rodzinie wszyscy się wspieramy, Mackenzie” – przypomniała mi.
„Wspieranie rodziny to jedno, ale bycie prawnym poręczycielem czyjegoś długu to zupełnie co innego” – odpowiedziałem bez podnoszenia głosu. „Odpowiedź brzmi: nie”.
Jej twarz natychmiast się skrzywiła, gdy syknęła: „Od kiedy zaczęłaś zarabiać więcej niż mój syn, myślisz, że jesteś królową tego domu, prawda?”