Wiedziałam, że mężczyźni o kruchym ego rzadko odnoszą sukcesy w konfrontacji z partnerką, która przytłaczająco, wręcz przyćmiewa ich władzą i bogactwem. Dlatego z głębokiej, oślepiającej i głęboko głupiej miłości ukryłam swoją koronę. Stworzyłam dla nas ciche, skromne życie. Grałam rolę wspierającej, przeciętnej żony.
Ale to ja też pociągałam za sznurki.
Przez ostatnie pięć lat, potajemnie i skrupulatnie, z ukrycia, koordynowałam całą ścieżkę kariery Marcusa. Wykorzystałem skomplikowaną sieć pełnomocników członków zarządu, anonimowych spółek holdingowych i milczących dyrektyw, aby zapewnić mu każdy awans, każdego kluczowego klienta i każde ważne wyróżnienie. Zbudowałem schody, po których się wspinał, stawiając pod jego stopami każdy stopień, aż do stanowiska prezesa mojej własnej firmy.
Chciałem dać mu cały świat. Chciałem wystawić jego charakter na próbę, dając mu absolutną władzę, mając nadzieję, że sprosta zadaniu i stanie się wielkim człowiekiem, jakim, jak wierzyłem, mógł być.
Oblał test spektakularnie. Władza nie podniosła jego charakteru; obnażyła jego zepsucie. Uwydatniła jego narcyzm, okrucieństwo i wreszcie przemoc.
Był pasożytem, który wierzył, że wyrósł mu własny profil.
Wszedłem do środka apartamentu typu penthouse. Czekał na mnie mój osobisty zespół stylistów, specjalnie sprowadzony z Nowego Jorku na tę ewentualność.
Stałem przed ogromnym, sięgającym od podłogi do sufitu, złoconym lustrem. Wizażystka starannie i delikatnie otarła rozmazaną krew z mojej rozciętej wargi wacikiem antyseptycznym. Nie zadawała pytań. Po prostu pracowała, nakładając nieskazitelną warstwę podkładu, by zakryć opuchliznę, i pomalowała moje usta głębokim, ostrym, władczym odcieniem krwistej czerwieni.
Stylistka rozpięła żałosną, niemodną granatową sukienkę i pozwoliła jej opaść na podłogę.
Wkroczyłam w swoją zbroję.
Był to szyty na miarę, ostry jak brzytwa, czarny jak noc smoking Toma Forda. Był wizualnym, celowym odbiciem garnituru, który Marcus miał na sobie na dole, ale mój był skrojony z zabójczą, kobiecą precyzją, emanującą absolutną, przerażającą mocą. Wsunęłam stopy w dziesięciocentymetrowe, czarne szpilki. Włosy zebrałam z surowego, brzydkiego koka i ułożyłam w elegancki, nieskazitelny, potężny kok.