„Moja suknia!”
Krzyk Chloe przeszył ogłuszającą ciszę przyjęcia niczym syrena. Spojrzała na maleńkie, niemal niezauważalne czerwone plamki przy kostkach i zareagowała, jakby została postrzelona. Jej twarz wykrzywiła się w brzydką, teatralną maskę absolutnego przerażenia.
„Moja Vera Wang za dwadzieścia tysięcy dolarów na zamówienie!” – zawyła Chloe, wskazując drżącym, zadbanym palcem na Lily, która skuliła się na krześle, a jej dolna warga zaczęła drżeć z przerażenia. „Ty mały bachorze! Zniszczyłaś mi ślub!”
W ułamku sekundy zerwałam się z krzesła. Rozpaczliwie uklęknęłam na twardym, kamiennym patio, zdejmując ze stołu czystą, białą serwetkę, desperacko próbując osuszyć drobne plamki, zanim wnikną w delikatny jedwab.
„Przepraszam, Chloe” – błagałam, a serce waliło mi w piersi. „Lily nie chciała. To był wypadek, po prostu uderzyła tacę…”
„Zabieraj swoje brudne łapy z mojej sukienki!” wrzasnęła Chloe, wyrywając mi materiał, jakbym była chora.
Tłum bogatych gości utworzył wokół nas ciasny krąg, szepcząc i wskazując palcami. Czułam, jak tuzin par oczu wbija mi się w plecy, osądzając „biedną, żałosną siostrę”, która nie potrafiła nawet zapanować nad swoim dzieckiem.
Ciężkie, agresywne kroki dudniły o kamień za mną. Zanim zdążyłam wstać, padł na mnie cień. To był mój ojciec, Richard. Jego twarz była głęboka, plamiście czerwona, zarumieniona mieszanką drogiej szkockiej i czystej furii.
„Jesteś bezużyteczna!” krzyknął mój ojciec, a jego głos zagłuszył ciche szepty tłumu. Nie dbał o to, kto go słyszy. Występował przed Markiem i jego bogatymi przyjaciółmi, udowadniając, że nie toleruje takiego zażenowania. „Mówiłem twojej matce, że nie powinniśmy byli cię wpuszczać! Nie potrafisz nawet kontrolować swojego bękarta przez jeden wieczór!”
Zerwałam się na równe nogi, stając opiekuńczo przed Lily, osłaniając jej drobne ciało swoim. „Nie waż się jej tak nazywać” – powiedziałam, a mój głos drżał z wściekłości, która dawała mi się we znaki. „To był wypadek. Zapłacę za pranie chemiczne…”
„Zapłacić?” – zaśmiał się ojciec, brzmiąc szorstko i okropnie. „Jakimi pieniędzmi? Jesteś pasożytem!”