Głos mojej mamy brzmiał wyraźnie, w tle słychać było głębszy śmiech mojego brata Mike’a i chaotyczny hałas nastolatków – Tylera i jego przyjaciół. Zatrzymałem się na ostatnim stopniu i mocniej ścisnąłem torebkę z prezentem w dłoni. W środku znajdowało się małe aksamitne pudełeczko – naszyjnik, który wybrałem kilka tygodni temu. Delikatna złota lilia. Jej ulubiona. Zbyt długo wybierałem, wyobrażając sobie jej reakcję, wyobrażając sobie jej uśmiech i słowa: „Zawsze dokładnie wiesz, co lubię”. Wiedziałem lepiej, ale nadzieja nie znika tylko dlatego, że jest głupia. Wymusiłem uśmiech i zapukałem.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Stał tam Tyler, wysoki i zadowolony z siebie, nosząc się tak, jakby świat był mu coś winien.
„Och. Przyszedłeś”.