„Derrick!” – wydyszała Catherine, która właśnie wbiegła za nim po schodach. Stanęła przed nim, próbując zasłonić mu widok na podłogę, natychmiast nakręcając narrację. „Dzięki Bogu, że jesteś! Twoja żona oszalała, spanikowała, potknęła się i uderzyła głową o szafkę nocną…”
Derrick nawet na nią nie spojrzał. Nie odezwał się.
Odepchnął teściową z taką siłą, że uderzyła w framugę drzwi. Krzyknęła, ale Derrick już się ruszył.
Uklęknął, zanurzając się we krwi żony. Jego mózg podzielił się na części absolutnym, miażdżącym przerażeniem na widok umierającej rodziny. Jego rygorystyczne, brutalne szkolenie ratownika medycznego przeważyło nad paniką. Stał się maszyną.
Najpierw sprawdził drogi oddechowe Rosie. Odchylił jej maleńką główkę do tyłu. Zablokowane, powolne, płytkie oddechy. Bradykardia. Źrenice jak u igły.
Wyciągnął rękę i zbadał Emmę. Przyłożył dwa palce do jej tętnicy szyjnej. Silny puls. Głęboka rana cięta skóry głowy. Prawdopodobne wstrząśnienie mózgu.
Derrick wskazał władczym, zakrwawionym palcem na drżącego gościa trzymającego telefon. „Ty! Włącz głośnik, powiedz dyspozytorowi, że ratownik medyczny Vance jest na miejscu, potrzebujemy kodu autobusowego 3, dziecięcego zatrzymania krążenia i urazu tępego u osoby dorosłej! A potem weź ten ręcznik z łazienki! Przyciśnij go mocno do głowy mojej żony! Nie puszczaj! Zrób to teraz!”
Kobieta otrząsnęła się z szoku, perfekcyjnie wykonując jego donośne, władcze polecenia.
Derrick odwrócił się z powrotem do Rosie. Ucisnął jej nos i wykonał dwa precyzyjne wdechy, obserwując, jak unosi się jej klatka piersiowa. Położył kciuki na jej mostku i rozpoczął uciskanie klatki piersiowej, szybciej i mocniej niż Emma.
„Chodź, Rosie. Chodź, maleńka” – Derrick powtarzał rytmicznie, jego głos był spokojny, ale przesiąknięty przerażającą intensywnością. Oddychaj. Pompuj. Oddychaj. Pompuj.
Natalie stała tam, wciąż ściskając potłuczone szkło, a jej brawura słabła pod przytłaczającą, kliniczną siłą obecności Derricka. „Ona… ona po prostu dramatyzowała” – wybełkotała Natalie, cofając się o krok. „Właśnie dałem jej Benadryl. Ona po prostu śpi”.
Derrick przerwał uciskanie klatki piersiowej na ułamek sekundy, żeby ponownie sprawdzić źrenice Rosie. Spojrzał na głęboką sinicę – sinicę – jej ust.
Spojrzał na Natalie. Jego oczy były całkowicie czarne, płonęły morderczą, przerażającą furią.
„Benadryl nie powoduje depresji oddechowej i zwężonych źrenic” – ryknął Derrick, a jego głos wstrząsnął ścianami pokoju gościnnego, całkowicie burząc rodzinne kłamstwa. „Ona nie śpi! Przedawkowała!”