— Muszę wiedzieć jedno: czy Valeria będzie bezpieczna, jeśli on wejdzie?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, moja córka krzyknęła z gabinetu:
— Nie wpuszczajcie go! On wie, dlaczego mnie boli!
I w tym momencie zrozumiałam, że to, co zaraz wyjdzie na jaw, będzie trudne do wiary…
CZĘŚĆ 2
Héctor stał nieruchomo przy recepcji. Miał na sobie kurtkę narzuconą na piżamę, rozczochrane włosy i ten twardy wzrok, którym zawsze sprawiał, że wszyscy czuli się winni – z wyjątkiem jego samego.
— Majaczy — powiedział. — Ma gorączkę. Marisol, powiedz jej, żeby przestała zmyślać.
Kiedyś próbowałabym go uspokoić. Powiedziałabym „nie rób scen”. Znalazłabym sposób, by przestał krzyczeć przy ludziach. Tym razem nie. Lekarz stanął przed nim.
— Panie, nie może pan wejść.
— Jestem ojcem.
— A nieletnia właśnie powiedziała, że nie chce pana widzieć.
Héctor zaśmiał się sucho.
— Teraz smarkula rządzi bardziej niż jej ojciec?
Podeszło dwóch strażników. Także pracownica socjalna, Miriam. Mówiła z takimi spokojem, że trzymało mnie to w pionie, gdy sama nie mogłam złapać tchu.
— Uruchomiono protokół ochrony nieletnich — powiedziała.
Héctor przebił mnie wzrokiem.
— Pożałujesz mi tego.
Wyciągnęłam telefon i zaczęłam nagrywać.
— Powtórz to.