„Nie obsługujemy emerytów, jesteśmy elitarnym klubem” – mruknął administrator, nie wiedząc, że jestem właścicielem sieci.
Igor zrobił krok naprzód.
– Teraz będę się nazywać Anna Wiktorowna.
Marina spojrzała na niego.
– Nie trzeba. Dam sobie radę.
„Możesz to rozgryźć?” – zapytałem. „Dobrze. To wyjaśnij mi oficjalnie, dlaczego klub nie obsługuje emerytów”.
Zawahała się tylko na sekundę.
— Nie mamy takiej zasady. Mamy koncepcję.
— Pojęcie dyskryminacji?
— Nie przywiązuj się do słów.
— Jestem bardzo ostrożny ze słowami.
Do holu weszły dwie kobiety po czterdziestce. Jedna z nich zatrzymała się przy ladzie i wyjęła mapę.
– Marina, muszę odnowić członkostwo rodzinne.
„Chwileczkę” – powiedziała słodko administratorka, a jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił.
Spojrzałem na ten uśmiech. Więc on wie, jak to zrobić. On po prostu wybiera, komu go podarować.
„Najpierw mnie obsłuż” – powiedziałem. „Przybyłem wcześniej”.
„Przyszedłeś tu, żeby się wtrącać” – warknęła Marina.
– Nie. Przyszedłem sprawdzić jak działa klub.
Ona się zaśmiała.
— Sprawdź? Kim jesteś, tajemniczym klientem?
– Prawie.
Igor już rozmawiał przez telefon przy oknie.
„Anno Wiktorowna, dzień dobry. Jest awantura przy wejściu. Tak, z klientką. Nie, nie kłóci się. Marina odmówiła jej wykupienia karnetu. To ze względu na jej wiek.”
Marina podskoczyła.
– Igor, o czym ty mówisz?
Zakrył słuchawkę dłonią.
— Prawda.
— Chcesz stąd wylecieć?
Przyjrzałem mu się bliżej. Miał około 28 lat i zmęczoną, ale prostą twarz. Tacy pracownicy sprawiają, że wszystko działa lepiej niż jakiekolwiek szyldy reklamowe.
„Pracuję tu od trzech lat” – powiedział Marinie. „I nigdy nie widziałem w regulaminie żadnych ograniczeń wiekowych”.
– Jesteś trenerem, więc działaj trenerze.
– A ty jesteś twarzą klubu.
– Właśnie o to chodzi.
Kilka minut później Anna Wiktorowna wyszła z wewnętrznych drzwi. Miała 45 lat, była wysoka, opanowana i miała na sobie elegancki garnitur. Została menedżerką tego lokalu dwa lata temu, kiedy otworzyliśmy nasz piąty klub w sieci.
Zobaczyła mnie i zatrzymała się tak gwałtownie, że teczka, którą trzymała w rękach, niemal wypadła jej z rąk.
– Wiera Nikołajewna?