Spadkobiercy.
Kobiety obwieszone perłami i mężczyźni rozmawiający o milionach z taką samą nonszalancją, z jaką rozmawia się o pogodzie.
Juliena nie było.
Pojechał do Tokio na międzynarodowy projekt architektoniczny. Chciał przełożyć podróż, ale Claire nalegała.
„Proszę bardzo” – powiedziała mu. „Nic mi nie jest”.
Chciała mu wierzyć.
Kilka godzin przed przyjęciem Claire poszła do pokoju gościnnego, gdzie zostawiła sukienkę.
Była to prosta i elegancka, granatowa sukienka, wybrana przez Juliena. Powiedział jej, że ten kolor podkreślał delikatność jej oczu.
Ale sukienki już nie było.
Na jej miejscu, na łóżku, leżał stary fartuch.
Szary.
Poplamiony.
Pachniał tandetnym mydłem.
Claire stała nieruchomo przed kawałkiem materiału, jakby właśnie na nim padł wyrok.
Drzwi się otworzyły.
Madame de Montclair weszła powoli z kieliszkiem szampana w dłoni.
„Szukasz czegoś?”