„Prezes Grupy Valençay?”
„Książę Alexandre de Valençay przyjechał osobiście?”
Madame de Montclair poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
Nazwisko Alexandre de Valençay nie wymagało przedstawiania.
Najbardziej wpływowy człowiek we Francji.
Właściciel prywatnych banków, luksusowych hoteli, winnic, portów, domów mody, zabytkowych posiadłości i fundacji kulturalnych. Jego rodzina słynęła nie tylko ze swojego bogactwa, ale także ze swojego dawnego pochodzenia, tytułów, powiązań z historią Francji, mecenatu i znacznej władzy.
Nudna, nieuzasadniona cecha, która utrzymuje się przez pokolenia.
Montclairowie byli bogaci.
Valençayowie byli legendarni.
Kiedy książę Aleksander wszedł do salonu, nikt się nie odezwał.
Był starszy, ale chodził wyprostowany. Miał na sobie idealnie skrojony ciemny garnitur, dzierżył laskę z cennego drewna, a jego wzrok zdawał się przenikać ściany.
Pani de Montclair pospieszyła, by go powitać.
„Książę Aleksandrze… jakiż to niespodziewany zaszczyt. Nie wiedziałam, że przyjedziesz na moje urodziny”.
Nie podał jej ręki.
Nie uśmiechnął się.
Po prostu rozejrzał się dookoła.
„Gdzie jest Claire?”
Pytanie potoczyło się przez salon niczym tłuczone szkło.
Pani de Montclair zamrugała.
„Claire?”
„Claire de Valençay”.
Cisza się pogłębiała.
Kilku gości wymieniło spojrzenia.
„De Valençay?” – mruknął ktoś.
Pani de Montclair próbowała się roześmiać, ale głos jej się załamał.
„To musi być jakaś pomyłka. Jedyna Claire tutaj jest moją synową. Żoną Juliena. Ale nie jest…”
Alexandre powoli odwrócił głowę w jej stronę.
„Nie jest kim?”
Marguerite z trudem przełknęła ślinę.
„Nie jest Valençay.”
Wzrok starca stwardniał.
„Claire jest wnuczką mojego brata, księcia Édouarda de Valençay. Prawowitą córką Henriego de Valençay. Bezpośrednią dziedziczką jednej z najstarszych gałęzi naszego rodu.”
Fala uderzeniowa przetoczyła się przez salon.
Kieliszki zawisły w powietrzu.
Uśmiechy zbladły.
Madame de Montclair poczuła, że nogi miękną jej na pół.
„To niemożliwe…”
Alexandre zrobił krok w jej stronę.
„Gdzie jest moja prabratanica?”
Nikt nie odpowiedział.
Gospodyni próbowała zwlekać.
„Ona… ona się szykuje”.
Zdenerwowany kelner zerknął w stronę drzwi do kuchni.
Alexandre go zauważył.
„Kuchnia?”