Martine zaśmiała się krótko i sucho.
„Claire, nie mam nastroju na żarty”.
„Ja też nie”.
Następnie wszedł Bernard. Zatrzymał się przy wieszaku na ubrania, jego ręce zwisały bezwładnie, jakby bał się czegokolwiek dotknąć.
Élodie rozejrzała się po pokojach, szukając czegoś, co mogłoby sugerować, że to wynajęty lub pożyczony dom.
„Kiedy go kupiłaś?” zapytała.
„Pięć miesięcy temu”.
„I nic nie powiedziałaś?”
Claire postawiła imbryk na stole.
„Nikt mnie nie pytał, co się dzieje w moim życiu”.
Martine wyprostowała się.
„To nieprawda. Ciągle się o ciebie martwię.”
„Ciągle mi coś powtarzasz.”
Jak możesz się martwić? To nie to samo.
Zdanie padło bez gniewu. Martine była jeszcze bardziej zaniepokojona.
„Jak za to zapłaciłaś?” zapytała. „Miałaś kredyt studencki. Ciągle zmieniasz pracę. A twój sektor jest taki kruchy…”
„Nie zmieniałam ciągle pracy. Awansowałam. Zarządzam 43 osobami. Moja roczna pensja wynosi 132 000 euro, bez premii. Spłaciłam kredyt dwa lata temu”.
Élodie powoli się odwróciła.
„Jesteś dyrektorem?”
„Od 18 miesięcy”.
„Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziałaś?”
„Przerwałam. Mama przerwała mi, żeby porozmawiać o twojej nowej kuchni”.
Bernard spuścił głowę.
Martine tymczasem patrzyła na dom, jakby każda belka kryła w sobie oskarżenie.
„Więc to wszystko ma nas upokorzyć? Przyprowadzasz nas tu bez zapowiedzi, chwalisz się swoim sukcesem i oczekujesz, że będziemy czuć się winni?”
„Zaprosiłem cię na herbatę”.
„Nie baw się słowami”.
„To ty bawisz się słowami od lat”.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Martine zamarła.
Claire poszła otworzyć drzwi. Pascal stał na progu, trzymając pod pachą sztywną teczkę. Skinął głową do Bernarda, pocałował Claire w policzek i wszedł, nie pytając o pozwolenie.
„Wzywałaś go?” – wyszeptała Martine.
„Tak”.
„Oczywiście. Uwielbia nastawiać ludzi przeciwko mnie”.
Pascal położył teczkę obok kubków.
„Nikogo nie nastawiłem przeciwko tobie, Martine. Po prostu zachowałem to, czego chciałaś się pozbyć”.
Élodie wstrzymała na chwilę oddech. Claire otworzyła teczkę i wyjęła kilka stron.
Dokument Crédit Mutuel zawierał nazwisko Claire, Madeleine jako darczyńcy i Martine jako administratora prawnego.
Claire przesunęła pierwszą stronę w stronę siostry.
„Babcia wpłacała od 80 do 150 euro miesięcznie. Czasami więcej na Boże Narodzenie. Konto było na moje nazwisko”.
Élodie czytała w milczeniu. Wyraz jej twarzy się zmienił, gdy palec przesunął się po kolumnie z transakcjami.
„Saldo na 4 lipca: 38 400 euro” – mruknęła.