Kamil roześmiał się krótko, ale w tym śmiechu nie było pewności.
—Projekt rozliczeniowy? Słyszysz ty siebie?
—Słyszę bardzo dobrze.
Usiadłam przy stole i przesunęłam kalkulator bliżej niego. Obok położyłam notes, ten sam, w którym zapisywałam zakupy, wizyty u pediatry i raty za przedszkole Mai.
—Miesiąc pobytu twojej mamy. Trzydzieści dni. Jedzenie, prąd, gaz, woda, środki czystości, moja praca w kuchni, moje pranie, mój czas. Skoro moja mama była dla ciebie obciążeniem, policzymy, ile kosztuje komfort twojej.
Kamil walnął dłonią w blat.
—Nie będziesz wystawiać rachunku mojej matce!
—A dlaczego nie? Mojej wystawiłeś bez papieru. Każdym grymasem. Każdym komentarzem. Każdym talerzem, którego nie tknąłeś.
—To jest chore.
—Nie. Chore było wyrzucenie pierogów, które siedemdziesięcioletnia kobieta lepiła dla twojego dziecka.
Kamil odsunął krzesło tak gwałtownie, że nogi zapiszczały po podłodze.
—Nie przesadzaj z tą świętością swojej matki. Twoja mama też nie jest idealna. Cały czas się kręciła, pytała, czy coś zjem, czy Maja ma czapkę, czy pranie już suche. Człowiek nie miał chwili spokoju.
—Bo próbowała być pomocna.
—Natrętna.
—A twoja mama, kiedy ostatnio była u nas, weszła do naszej sypialni bez pukania i przestawiła mi bieliznę w szufladzie. To było pomocne czy natrętne?
Zaciął się.
—Mama ma swoje przyzwyczajenia.
—Moja też.
—Nie porównuj ich.
—Właśnie to robię. I bardzo ci się to nie podoba.
W jego oczach błysnęła złość. Znałam ten moment. Za sekundę zaczęłyby się słowa o mojej niewdzięczności, o tym, że bez niego „dalej siedziałabym w tej swojej bibliotece”, o jego studiach, kontaktach i pieniądzach. Tylko że tym razem byłam przygotowana.
Otworzyłam laptopa.
—Co ty robisz?
—Arkusz.
—Jaki arkusz?
—Prosty. Pobyt mamy Leny: dziesięć dni. Pobyt mamy Kamila: trzydzieści dni. Kryteria: posiłki, pranie, przestrzeń wspólna, komentarze, koszty i zasady domowe.
Patrzył na mnie z niedowierzaniem, gdy wpisywałam kolumny.
—Ty naprawdę oszalałaś.
—Nie. Ja tylko przestałam pracować za darmo emocjonalnie.
Telefon Kamila zadzwonił. Spojrzał na ekran i zesztywniał.
—Mama.
—Odbierz. Włącz głośnik.
—Nie będziesz mi mówić…
—Odbierz, Kamil.