Spojrzałam na puste krzesło obok Davida. Stał na nim talerz, ale nikt nie siedział.
Nie mogłam już tego znieść. Poszłam i odsunęłam krzesło.
Skrzypienie drewnianych nóg na drewnianej podłodze uciszyło całe pomieszczenie.
„Co ty wyprawiasz?” zapytała Sylvia niebezpiecznie cicho.
„Muszę usiąść” – powiedziałam, chwytając się oparcia krzesła. „Chwileczkę, żeby coś zjeść”.
Sylvia wstała. Uderzyła dłonią w stół, rozrzucając sztućce.
„Służący nie siedzą z rodzinami” – wyszeptała.
Zamarłam. „Jestem jego żoną, Sylvio. Jestem w ciąży z twoim wnukiem”.
„Jesteś do niczego. Nie potrafisz nawet porządnie upiec indyka” – warknął. „Jesz na stojąco w kuchni, jak skończymy. Tak to działa w moim domu. Naucz się pilnować swojego miejsca”.
Spojrzałam na Davida. Mojego męża. Ojca mojego dziecka.
„David?” – błagałam.