David upił łyk wina. Nie patrzył na mnie. Wpatrywał się w ścianę.
„Słuchaj mojej mamy, Anno” – powiedział nonszalancko. „Ona wie najlepiej. Nie rób scen przed Markiem. Idź do kuchni”.
Ostry ból przeszył mi podbrzusze. To nie był głód. To był skurcz. Bardzo silny.
Sapnęłam, trzymając się za brzuch. „Dav
„Coś jest nie tak. Boli.”
“Chodźmy!” krzyknęła Sylvia, ostrożnie wskazując palcem na drzwi kuchenne.
Odwróciłam się. Potknęłam się. Świat się przechylił.
Rozdział 2: Fatalne pchnięcie.
Próbowałam iść. Naprawdę. Ale ból w żołądku był jak rozgrzane żelazo, skręcające się we mnie.
Zatrzymałam się przy kuchennej wyspie, trzymając się granitowego blatu, żeby nie upaść.
“Powiedziałam, ruszaj się!” krzyknęła za mną Sylvia.
Poszedł za mną do kuchni. Jego twarz wykrzywiła się w czystej, straszliwej furii. Nie znosił nieposłuszeństwa. Nie znosił tego, że podważyłam jego autorytet, próbując usiąść.
“Nie mogę” powiedziałam z trudem. “Sylvia, proszę… zadzwoń do lekarza.”
“Ty leniwy, kłamliwy bachorze!” krzyknęła Sylvia. “Zawsze chory! Zawsze zmęczony! Jesteś żałosny!”
Rzuciła się na mnie.