Rozdział 1: Porcelanowa iluzja
Nazywam się Nathan Vance. Dla świata finansów jestem tytanem – drapieżnikiem rynków, który potrafi przewidzieć tektoniczne zmiany w gospodarce z trzy czwarte wyprzedzeniem. Zbudowałem imperium ze szkła, stali i bezwzględnych danych, działając w przekonaniu, że jeśli fundamenty mojego konta bankowego są wystarczająco solidne, moje życie jest strukturalnie stabilne. Uważałem, że każde zero, które dodałem do funduszu powierniczego mojej córki, to wzmocniona cegła w fortecy, która powstrzyma mrok świata. Byłem mistrzem wrogiego przejęcia, a jednocześnie byłem całkowicie ślepy na fakt, że mój własny dom został zinfiltrowany przez mistrza powolnej rozbiórki.
Isabella Thorne była arcydziełem, które sam stworzyłem. Była kobietą o starannie dobranym wdzięku, stałą bywalczynią gal charytatywnych, która nosiła swoją „świętą” reputację niczym suknię Very Wang. Dla świata zewnętrznego była współczującą macochą, która uratowała mnie z otchłani wdowieństwa. Kiedy poślubiłem ją dwa lata temu, wierzyłem, że znalazłem ostatnią ścianę nośną dla mojej rodziny – matkę dla mojej dziewięcioletniej córki, Mai, i partnerkę, z którą będę mógł dzielić ciężar naszego nowo narodzonego synka, Leo.
„O nic się nie martw, kochanie” – wyszeptała Isabella tego ranka, a jej głos brzmiał jak ciepły miód rozlany na ząbkowanym jedwabiu. Stała w holu, otulona kremowym szlafrokiem od Hermèsa, prostując mój jedwabny krawat wprawnymi, smukłymi palcami. Pachniała drogimi liliami i mdłym, ciężkim jaśminem. „Maya i ja spędzamy „dzień na jedności”. Pomożemy sobie nawzajem z małym Leo, a ty będziesz szła po fuzję. Będziemy tutaj, w twoim małym sanktuarium, kiedy wrócisz”.