Juliette gwałtownie odwróciła głowę.
„Nie mów tak”.
„Właśnie powiedziałaś, że masz do mnie żal za to, że tu jestem”.
„Mam do ciebie żal za to, że wyzdrowiałaś, jakby wszystko mogło zacząć się od nowa”.
Psycholog milczała.
Juliette kontynuowała:
„Kiedy mama chorowała, miałam swoją rolę. Musiałam trzymać złe wieści z dala od jej pokoju”. Musiałam odbierać telefony, pilnować taty, chronić Manon, udawać, że wszystko jest w porządku. Teraz, gdy mama czuje się lepiej, wszyscy chcą być szczęśliwi, ale nie wiem, co zrobić z tym wszystkim, co wiem.
Łzy napłynęły mi do oczu.
„Nie musiałeś tego robić”.
„Ale zrobiłem”.
„Z powodu twojego ojca”.
„I z powodu ciebie”.
„Co zrobiłem?”
Wstała.
„Zawsze byłeś mu taki wdzięczny. Mówiłeś wszystkim, że jest wspaniały. Kiedy patrzyłam, jak go całujesz, wiedziałam, że właśnie napisał do Élodie. I musiałam się uśmiechnąć, żeby nie zepsuć twojego leczenia”.
„Nie wiedziałam”.
„Wiem!”
Uderzyła się w pierś.
„To doprowadza mnie do szału”. Ty nic nie wiedziałeś, żeby móc ją kochać w spokoju. Ja wiedziałem wszystko, a mimo to musiałem patrzeć, jak bawicie się w idealną rodzinę.
Wyszła z gabinetu.
Znalazłem ją na schodach, siedzącą na stopniu.
„Juliette…”
„Zostaw mnie w spokoju”.
„Nie”.
„Zamierzasz mi znowu powiedzieć, że mnie kochasz”.
„Tak.”
„To nie wystarczy.”
„Wiem.”
Spojrzała na mnie.
„Nie, nie wiesz.”
„To wyjaśnij.”
Jej usta drżały.
„Nie nienawidzę cię.”
Próbowała powstrzymać łzy, ale jej twarz posmutniała.
„Po prostu nienawidzę tego, że musiałam chronić twoje serce zamiast taty.”
Usiadłam obok niej.
Tym razem nie próbowałam jej dotknąć.
„Nigdy więcej nie będziesz musiała tego robić.”
„Nie możesz tego obiecać.”
„Mogę obiecać, że nikt nigdy nie poprosi cię o kłamstwo, żebym mogła znowu żyć.”
„A jeśli prawda cię zniszczy?”
„To ja będę musiała przez to przejść.”
„A jeśli znowu zachorujesz?”
„To nie będzie twoja odpowiedzialność.”
Pokręciła głową.
„Tata powiedział, że jeśli się odezwę…”
„Twój ojciec bał się konsekwencji swoich czynów. Przekształcił ten strach w odpowiedzialność za ciebie”.
„Ale co, gdybyś przerwał leczenie?”
„Nie wiem, co bym zrobił. Ale nawet gdybym zareagował źle, to nie byłaby twoja wina”.
„Mogłabym umrzeć, nie poznawszy prawdy. A ty żyłabyś z tą tajemnicą przez całe życie”.
Płakała otwarcie.
„Chciałam tylko, żebyś wyzdrowiał”.
„Wiem”.
„Nawet kiedy mówiłam do ciebie ostro”.
„Wiem”.
„Nawet kiedy chciałam, żebyś w końcu zobaczyła, co on wyprawia”.
„Wiem”.
„Nawet kiedy miałam do ciebie żal za to, że jesteś z nim szczęśliwa”.
„Wiem”.
W końcu pochyliła się w moją stronę.
Przytuliłam ją delikatnie.
Nie jak matka wybaczająca błąd.
Jak matka odkrywająca w pełni, co nosiło w sobie jej dziecko.
Antoine poprosił o mediację rodzinną. Zgodziłam się dopiero po tym, jak Juliette wyraziła na to zgodę.
Kiedy wszedł do pokoju, nie podniosła wzroku.
Wyglądał na wyczerpanego.
„Przepraszam” – zaczął.
Juliette zaśmiała się zimno.
„Po co?”
„Po wszystko.”
„To wygodne.”
„Nie wiedziałam, że to cię tak zaboli.”
„Nie wiedziałaś, że zmuszanie córki do rozmowy z nauczycielem ją zaboli?”
„Myślałam, że to będzie tymczasowe.”
„Rak mamy też miał być tymczasowy?”
Spuścił głowę.
„Byłem zagubiony.”