Ciąg dalszy historii

Zofia zdjęła płaszcz, odwiesiła go spokojnie na wieszak i weszła do jadalni. Małgorzata od razu podniosła wzrok, jakby chciała sprawdzić, czy synowa wróciła już odpowiednio skruszona. Tomasz nadal jadł, unikając patrzenia komukolwiek w oczy.
— Dobrze, że jesteś — powiedziała Małgorzata. — Kolacja stygnie.
— To nie szkodzi — odparła Zofia, siadając przy stole. — Mamy ważniejszą sprawę do omówienia.
Tomasz odłożył widelec.
— Znowu?
— Tak. Tym razem do końca.
Małgorzata westchnęła teatralnie.
— Naprawdę nie rozumiem, po co robić awanturę.
— Awantury jeszcze nie było — odpowiedziała spokojnie Zofia. — Ale może się pojawić, jeśli dokumenty nie wrócą na swoje miejsce.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza.
— Nadal twierdzisz, że je zabrałam? — zapytała teściowa.
— Nie twierdzę. Wiem.
Tomasz poruszył się niespokojnie na krześle.
— Zofia…
— Nie przerywaj mi. Przez piętnaście lat słuchałam wszystkich. Dzisiaj wy posłuchacie mnie.
Po raz pierwszy od bardzo dawna powiedziała to bez cienia wahania.
Małgorzata zmrużyła oczy.
— Uważaj, jak do mnie mówisz.
— A pani niech uważa, co robi z cudzą własnością.
Teściowa zaczerwieniła się ze złości.
— To mieszkanie jest rodzinne!
— Nie. To mieszkanie należy do mnie.
— Gdyby nie Tomasz…
— To mieszkanie dostałam od babci osiem lat przed ślubem.
Tym razem Małgorzata nie znalazła natychmiastowej odpowiedzi.
Zofia wyciągnęła telefon i położyła go na stole.
— Spotykała się pani z Ryszardem Wesołowskim z agencji „Nowy Adres”.
Twarz teściowej zastygła.
— Nie wiem, o kim mówisz.
— Naprawdę? To ciekawe. Bo on doskonale wie, kim pani jest.
Tomasz spojrzał najpierw na matkę, potem na żonę.
— O co chodzi?
— O to, że twoja matka konsultowała możliwość sprzedaży mojego mieszkania.
— To absurd! — wybuchnęła Małgorzata.
— Naprawdę? A może mam zadzwonić do pana Wesołowskiego już teraz?
Zapadła kolejna cisza.
Tomasz pobladł.
— Mamo…?
Małgorzata zacisnęła usta.
— Chciałam tylko zapytać o formalności.
— Dlaczego?
— Bo myślałam o przyszłości!