Kiedy skontaktował się z firmą ubezpieczeniową, otrzymał cios, który ostatecznie go załamał.
Dom był ubezpieczony na 72 miliony pesos. Płatność została autoryzowana i przekazana jedynemu ubezpieczonemu.
Elena Robles.
„Jestem jej mężem” – krzyknął do telefonu.
„Proszę pana, nie jest pan wymieniony jako beneficjent ani ubezpieczony”.
„Gdzie są te pieniądze?”
„Tę informację można przekazać tylko ubezpieczonemu”.
Na granicy paniki Víctor poszedł do mieszkania Lucíi.
Spotkała go na korytarzu i nie wpuściła.
„Gdzie jest moja żona?”
Lucía spojrzała na niego z lekką pogardą.
„Naprawdę nie wiesz?”
„Szukam jej od tygodni”.
„Zrezygnowała z telefonu. Oddała ubrania. Oddała książki. Oddała prawie wszystko”.
„Komu?”
„Do domu przejściowego dla dziewcząt, które opuściły DIF (Narodowy System Integralnego Rozwoju Rodziny) bez rodziny i pieniędzy”.
Víctor poczuł ucisk w żołądku.
„A ubezpieczenie?”
Lucía zacisnęła szczękę.
„To też”.
„Te 72 miliony?”
„Prawie wszystko. Dyrektor płakał, kiedy Elena podpisała akt powierniczy”.
Víctor musiał oprzeć się o ścianę.
„Lucía… powiedz mi, gdzie ona jest”.
Głos jej się załamał, ale nie stracił siły.
„Jest na oddziale paliatywnym w Tlalpan”.
Víctor zmarszczył brwi.
„Co?”
„Elena nie odeszła, żeby cię ukarać, Víctor. Odeszła, bo umiera”.
W klinice dr Herrera podał mu grubą teczkę.
Diagnoza: zaawansowany rak dróg żółciowych, rak dróg żółciowych, stadium terminalne.
Data pierwszego badania rozstrzygającego: 9 grudnia.
Víctor czuł, jakby podłoga się chwiała.
„To niemożliwe. Operacja była 3 tygodnie temu”.
Lekarz zamknął teczkę.
„Jego żona wiedziała przed przeszczepem, że ma śmiertelną chorobę. Ukryła nowe objawy po wstępnej ocenie dawcy. Odmówiła rozpoczęcia leczenia, ponieważ zdyskwalifikowałoby ją to”.
Victor upuścił torbę z lekami.
„Dlaczego zrobiła coś takiego?”
Lekarz spojrzał w głąb korytarza.
„To pytanie, które powinieneś sobie zadać. Póki jeszcze mogę na nie odpowiedzieć”.
Victor szedł w kierunku pokoju 214, nieświadomy, że za tymi drzwiami Elena zamierzała zniszczyć ostatnie kłamstwo, jakie jej pozostało, by przetrwać.
Część 3
Elena nie spała.
Pokój był mały, biały i czysty. Było tam okno z widokiem na drzewo jakaranda, winylowe krzesło, wazon z trzema świeżymi stokrotkami i aparat tlenowy, którym oddychała.
Victor stał nieruchomo w drzwiach.
Kobieta w łóżku wydawała się mniejsza niż żona, którą pamiętał. Miała żółtawą cerę, wydatne kości policzkowe i włosy związane w krótki warkocz. Kiedy go zobaczyła, nie była zaskoczona.
„Źle zapiąłeś płaszcz” – powiedziała cicho.
Víctor spojrzał na swoją klatkę piersiową. Jego ręce drżały.
„Eleno…”
„Usiądź. Zakręci ci się w głowie”.
Nie usiadł.
„Od jak dawna wiesz?”
„Od 9 grudnia”.
„I nic mi nie powiedziałaś?”
„Nie”.
„Dlaczego?”
Elena zamknęła na chwilę oczy, czekając, aż minie ostry ból.
„Zażyłaś leki o 8:00?”
„O 8:10.”
„To nie jest 8:00.”
„Eleno, proszę!” Víctor zaczął płakać. „Umierałaś, a mimo to pozwoliłaś im się rozciąć, żeby dać mi narząd.”
—Tak.
—Mogłaś umrzeć podczas operacji.
—Ty też mogłaś.
Víctor zakrył głowę rękami.
—Jak to ukryłaś?
—Moja ocena dawcy była prawie zakończona w październiku. W grudniu zaczęłam odczuwać zmęczenie, bóle brzucha i nudności. Poszłam do prywatnej kliniki, która nie była objęta twoim ubezpieczeniem. Zanim przyszły wyniki biopsji, termin przeszczepu był już wyznaczony.
Oddychał powoli.