Ale gdy ślub szybko się zbliżał, dopadła mnie o wiele mroczniejsza, logistyczna rzeczywistość. Moja konsultantka ślubna, Melissa, posadziła mnie z planem miejsc.
„Laura” – powiedziała cicho. „Co zrobimy z dwoma miejscami w pierwszym rzędzie po stronie panny młodej?”
Przełknęłam ślinę. „Zostawmy je puste. Wszyscy będą się gapić, ale nie będę udawać”.
Melissa zawahała się. „A co, gdyby nie były puste? Co, gdybym ci powiedziała, że znam parę, która mogłaby je zapełnić?”
Rozdział 3: Dublerzy i sekret
Propozycja Melissy brzmiała początkowo zupełnie nietypowo. Zasugerowała, żebym zatrudniła Jamesa i Margaret Holloway, parę emerytów, którzy często pełnili rolę „zastępczych” rodziców dla par, które były w separacji, osieroconych lub wydziedziczonych. Pobierali honorarium w wysokości 800 dolarów za swój czas i strój formalny.
Rodzice na wynajem. Ta myśl przyprawiała mnie o mdłości, ale myśl o przejściu nawą obok fizycznego pomnika upamiętniającego moje własne porzucenie była o wiele gorsza.
Spotkałam Jamesa i Margaret w lokalnej kawiarni. Byli eleganccy, mówili cicho i emanowali głębokim, bezstronnym ciepłem.
„Nie udajemy, kochanie” – wyjaśniła Margaret, wyciągając rękę przez stół, by delikatnie ścisnąć moją drżącą dłoń. „Jesteśmy po prostu zastępcami miłości. Kiedy spojrzysz w lewo podczas składania przysięgi, zobaczysz dwie osoby uśmiechające się do ciebie. Każdy zasługuje na kogoś u swojego boku”.
Zapłaciłam im połowę z góry. Nikomu poza Samuelem nie powiedziałam.
Najbardziej bolały mnie jednak bolesne przygotowania, które już poczyniłam dla Rachel.
Zaprojektowała cały ślub z myślą o jej neuroatypowych potrzebach. Zapłaciłam dodatkowo za zarezerwowanie małej, dźwiękoszczelnej biblioteki obok ogrodów, która miała służyć jako ciche pomieszczenie. Wyposażyłam ją w jej ulubione, wytrzymałe słuchawki z redukcją szumów, ulubione fidget spinnery i lodowate butelki Topo Chico.
Zamówiłam jej nawet szałwiowozieloną suknię druhny z miękkiego, matowego dżerseju – bez drapiącego tiulu, bez irytujących metek. Zapłaciłam krawcowej za wszycie 225 gramów ciężarków wędkarskich w dół, aby imitować nacisk jej ulubionego koca obciążeniowego.
Wszystko wisiało w mojej szafie, bezużyteczne.
Do trzech dni przed ślubem.