Nie poszedł do swojego biura w dzielnicy finansowej. Zamiast eleganckiego garnituru, miał na sobie prostą koszulkę polo, dżinsy i czapkę. Bez kierowcy, bez ochroniarzy. Chciał obserwować, nie zwracając na siebie uwagi.
Przybył do szkoły dokładnie w porze lunchu.
Weszła do jadalni i rozejrzała się po wnętrzu. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się normalne: śmiech, pełne tace, grupki rozmawiające.
Wtedy ją zobaczył.
Mia była w najdalszym kącie. Nie miała krzesła. Siedziała na podłodze.
I nie miałem jedzenia.
Serce Dona Alfonsa zamarło.
W tym momencie podeszła Stacy i jej grupa. Niosli tace z resztkami: niedojedzonym hamburgerem, spodami pizzy i owocami ze śladami zębów.
„Och, Mia” – powiedziała Stacy kpiąco. „Nie mogłyśmy tego dokończyć. To importowane mięso; szkoda byłoby je zmarnować”.
Położył hamburgera przed nią.
—Jesteś przyzwyczajony do jedzenia resztek, prawda?
Śmiech rozległ się w jadalni.
„Dziękuję, Stacy…” – mruknęła Mia.