Jej głos był ledwo słyszalny. Była głodna. Tego ranka wypiła tylko szklankę mleka. Stacy znowu zabrała jej pieniądze na lunch.
„A tak przy okazji” – dodała Stacy, nachylając się ku niej – „zatrzymuję też twoje pieniądze dzisiaj. To jak czynsz za to, że cię tu zastałam”.
Więcej śmiechu.
Mia spuściła głowę. Jej ręce drżały, gdy podnosiła hamburgera z podłogi. Bułka pokryła się kurzem.
W chwili, gdy miał ją ugryźć, silna ręka oderwała ją od niego.
—NIE JEDZ TEGO.
Mia spojrzała w górę zaskoczona.
—T-tato?
Cisza zapadła niczym tona cegieł w jadalni.
Don Alfonso stał przed nią. Jego zazwyczaj spokojne oczy płonęły oburzeniem. Wrzucił hamburgera do kosza na śmieci.
Stacy zmarszczyła brwi.
—A kim ty jesteś?
—Jestem jego ojcem.
Niektórzy uczniowie zaczęli szemrać.
„Była zadowolona z jedzenia” – powiedziała arogancko Stacy. „Po prostu dzieliliśmy się tym, czego nie chcieliśmy”.
Don Alfonso zignorował komentarz i przykucnął obok córki.
—Nic nie jadłeś?