Mia milczała.
Znajdujący się nieopodal student, nie mogąc już tego znieść, wtrącił się:
—Proszę pana… codziennie zabierają jej pieniądze. Nie pozwalają jej usiąść przy stolikach.
Atmosfera stała się napięta.
Don Alfonso powoli wstał. Wyjął telefon.
—Chcę rozmawiać z dyrektorem. Teraz.
Kilka minut później dyrektor przybył w pośpiechu. Spojrzał na skromnie ubranego mężczyznę i lekko zmarszczył brwi.
—Jaki jest problem?
Don Alfonso zdjął czapkę.
Matka, która właśnie weszła, natychmiast go rozpoznała.
—To Don Alfonso!
Reżyser zbladł.
Reputacja potentata była znana w całym kraju. Jego inwestycje wspierały projekty infrastrukturalne w kilku stanach. Jego wpływy były ogromne.
Przemówił stanowczym, lecz opanowanym głosem:
„Przywiozłam tu córkę, żeby zdobyła wykształcenie i wartości. To, co właśnie zobaczyłam, to przemoc, poniżanie i kradzież”.
Wskazał na Stacy.
—Nikt nie jest ponad szacunek, nawet córka burmistrza.
Stacy cofnęła się o krok i zbladła.