Zadzwoniłam do Joli. Płakała. Ona też nie wiedziała. “A ja myślałam, że chociaż działkę…” – urwała w połowie zdania. Działkę tata sprzedał dwa lata wcześniej, na leczenie. Nie było czego dzielić.
Prawnika skonsultowałam bardziej z potrzeby zrobienia czegoś niż z nadziei. Usłyszałam o zachowku – że przysługuje nam jako córkom, że możemy się domagać od Kamila równowartości części spadku. Że to będzie długa i kosztowna sprawa, ale mamy prawo.
Nie zdążyłam nawet napisać do brata o zachowku. Trzy miesiące po pogrzebie dom był sprzedany. Dowiedziałam się od sąsiada – zadzwonił zapytać, czy wiem, że jacyś ludzie wprowadzają meble. Kamil nie powiedział ani mnie, ani Joli. Po prostu sprzedał, wziął pieniądze i wyjechał. Do Irlandii, jak się później okazało – od wspólnej kuzynki.
Pisałam do niego. SMS-y, wiadomości na Messengerze. Najpierw spokojne, potem coraz bardziej rozpaczliwe. “Kamil, odezwij się”. “Kamil, musimy porozmawiać”. “Kamil, to nasz dom rodzinny”. Niebieskie ptaszki, przeczytane, bez odpowiedzi. Potem zniknęły nawet ptaszki – chyba mnie zablokował.
Jola powiedziała, że odpuści. “Nie mam siły na sądy, Renata. Mam córkę do wykarmienia i pracę, która ledwo trzyma się kupy”. Rozumiałam ją. Sama nie miałam siły na wiele.
Czasem myślę o tacie i o tym liście. Nie potrafię się na niego gniewać tak, jak powinnam. Bo wiem, skąd to się wzięło – z pokolenia, w którym syn to filar, a córka to ta, która i tak sobie poradzi.
Tata nie był złym człowiekiem. Był starym człowiekiem z przekonaniami, których nie umiał przerobić nawet na łożu śmierci. Bardziej gniewam się na to, że miał rację w jednym – radzimy sobie. Jola i ja. Same. Bez domu, bez mężów, bez brata.
A Kamil? Kamil ma dach nad głową gdzieś w Irlandii. Kupiony za nasz dom rodzinny, za tatowe poczucie winy i za milczenie, które jest gorsze od każdej kłótni.
Ostatnio wyciągnęłam ten list z szuflady i przeczytałam jeszcze raz. “Opiekuj się bratem” – pisał tata. Schowałam kartkę z powrotem i pomyślałam, że to jedyna prośba ojca, której nie jestem w stanie spełnić. Nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że brata już nie ma.