Nie powiedział.
Marta odłożyła długopis.
— Basia, teraz masz wybór. Jeśli to ruszymy, sprawa obejmie nie tylko ojca. Marek też będzie w środku. Agnieszka może być świadkiem. Będą dokumenty, banki, podpisy, możliwe zawiadomienie o przestępstwie. To potrwa.
Agnieszka ściskała torebkę.
— Jeśli złożę zeznania, Marek mnie zniszczy.
Marta spojrzała na nią spokojnie.
— On już to robi. Tylko po cichu.
Agnieszka nie płakała.
Tylko skinęła głową.
A ja siedziałam i zrozumiałam, że prawdziwy wybór nie wygląda pięknie.
Nie ma muzyki. Nie ma pewności. Jest strach, wstyd i taka mała myśl: „Może jednak odpuścić? Może wystarczy? Może nie ruszać starego ojca?”
A potem przypomniałam sobie siebie w wieku 13 lat.
Kubek w plecaku.
Podpis, którego nie złożyłam.
Listę ojca z kosztami mojego jedzenia.
— Składamy wszystko — powiedziałam.
Marta zapytała:
— Jesteś pewna?
— Nie. Ale już nie będę milczeć.
3 dni później zaprosiłam ich do siebie.
Nie na kolację.
Na rozmowę.
Na stole nie było jedzenia. Tylko woda, teczki i kubek mamy w niebieskie kwiatki.
Marek wszedł pierwszy.
— No i co, zmądrzałaś?
Halina weszła za nim i od razu omiotła wzrokiem kuchnię. Jej oczy znowu zatrzymały się na szafkach.
Ojciec usiadł w kurtce.
— Mów.
— Poczekamy na Martę.
— Już z własną rodziną bez adwokata nie rozmawiasz? — prychnął Marek.
Zadzwonił dzwonek.
Otworzyłam.
Weszła Marta. Za nią Agnieszka.
Marek poderwał się z krzesła.
— Co ty tu robisz?
Agnieszka nie patrzyła na niego. Patrzyła na mnie.
— To, co powinnam była zrobić dawno.
Usiadła.
Marta rozłożyła dokumenty.
Mówiła spokojnie. Bez krzyku. Bez wielkich słów. Daty. Kwoty. Księgi wieczyste. Akt notarialny. Konto. Nagranie. Podpis.
Marek najpierw się śmiał.
— To jest śmieszne.
Potem chwycił telefon.
Wybrał 1 numer.
Nikt nie odebrał.
Drugi.
Też nic.
Za trzecim razem jego palce zaczęły stukać o blat.
Patrzyłam na jego rękę. Leżała obok szklanki i drżała.
Marek, który całe życie wchodził pierwszy, jadł pierwszy, brał najlepsze dla siebie, teraz nie wiedział, co zrobić z własnymi palcami.
Agnieszka położyła przed nim kopię dokumentu z banku.
— Powiedziałeś mi, że to na remont.
— Nie przy nich — syknął.
— Właśnie przy nich.
Ojciec spojrzał na mnie.
— Basia, to jeszcze można załatwić po ludzku.
— Po ludzku było powiedzieć mi prawdę, kiedy miałam 13 lat.
— Byłaś dzieckiem.
— Dlatego miałeś mnie chronić.
Halina nagle się odezwała:
— My cię przyjęliśmy pod dach.
Spojrzałam na nią.
— Za pieniądze mojej mamy.
Odwróciła wzrok.
To wystarczyło.
Marta powiedziała, że dokumenty są już przygotowywane. Że każde kolejne naciski będą zapisane. Że mój dom nie jest rozwiązaniem problemów Marka. Że jeśli ojciec chce wystawiać mi rachunek za dzieciństwo, niech zrobi to oficjalnie.
Marek uderzył pięścią w stół.
Woda w szklance zadrżała.
— Myślisz, że wygrałaś? Sama zdechniesz w tym domu.
Agnieszka drgnęła, ale nie wstała.
Ojciec powiedział cicho:
— Marek, dość.
Ja wstałam.
— Nie. Niech mówi. Przez 22 lata słuchałam, że jestem mniej ważna. Chcę już usłyszeć do końca.
Marek otworzył usta, ale Agnieszka weszła mu w słowo.
— Dzieci dzisiaj są u mojej siostry. Jutro składam pozew o rozwód.
Spojrzał na nią tak, jakby mówiła w obcym języku.