Jennifer Walsh wstała i wzięła Lily za drobną dłoń. Razem przemierzały labirynt stolików, kierując się prosto na szczyt sali.
Cera Patricii zmieniła kolor z bladego na chorobliwie półprzezroczysty szary. George chwycił krawędź stołu, unosząc się lekko, zanim kolana zdawały się go łamać.
Lily stanęła obok mnie, błyskając promiennym uśmiechem z przerwą między zębami. „Cześć” – oznajmiła, a jej głos przebił się przez oszołomioną ciszę. „Jestem Lily. Jestem biologiczną córką Juliet i Bena.
mieć dwie mamy i dwóch ojców. To niesamowicie fajny układ”.
Od szpitalnych stołów rozległ się zbiorowy okrzyk. „Masz dziecko?” – wyszeptał głośno chirurg z mojego piętra.
Claire zerwała się na równe nogi. „Tak, ma. A rzeczywistość tego, jak je straciła, to horror”.
Ben przejął kontrolę, jego głos był pozbawiony emocji, a fakty przedstawiał niczym prokurator. „Osiem lat temu Juliet została odizolowana i zmuszona przez rodziców do adopcji zamkniętej wbrew jej woli. Przez osiem lat opłakiwaliśmy ducha. Sześć miesięcy temu interweniowała genetyka. Znaleźliśmy Lily, a jej niezwykli rodzice adopcyjni łaskawie pozwolili nam odbudować naszą rodzinę”.
Patricia nie mogła już dłużej powstrzymywać jadu. Zerwała się na równe nogi, a jej krzesło zatrzeszczało na twardym podłożu. „To groteskowe naruszenie przyzwoitości!” – wrzasnęła, a jej perły zadrżały. „To dziecko absolutnie nie powinno zanieczyszczać tego wydarzenia!”
Carolyn, uzbrojona w kieliszek świeżego Pinot Noir, weszła do przejścia. „Przepraszam, kim właściwie pani jest?”
„Jestem matką panny młodej!” krzyknęła Patricia.
„Ach” – Carolyn skinęła głową, a jej głos ociekał morderczym sarkazmem. „Ta sama matka, która zamknęła ciężarną nastolatkę w podmiejskim więzieniu i zmusiła ją do oddania dziecka. Ta matka.”
„Zrobiliśmy to, co było wymagane medycznie i moralnie dla jej przyszłości!” wyjąkała Patricia, wpadając w panikę, gdy sala gwałtownie odwróciła się przeciwko niej.
„Komu wymagane?” – zagrzmiał ojciec Bena z tyłu. „Bo ewidentnie nie służyło to dobru Julii ani tego pięknego dziecka.”
Patricia, krwawiąc z godności, skierowała swój maniakalny wzrok na Lily. „Jesteś intruzem. Nie pasujesz tu.”
Lily, ośmioletnia dziewczynka w fioletowej szarfie, wpatrywała się w drżącą kobietę. „Czy jesteś moją biologiczną babcią?”
„Nie! Jestem…”