Camille Moreau miała 30 lat, trzymała w ramionach 3-tygodniowe dziecko, bliznę, która wciąż ciągła się przy każdym kroku, i poczucie, że jej życie jest posklejane niewidzialną taśmą.
Tego wtorku, o godzinie 14:00, jej syn Noah płakał już prawie dwie godziny. Nie był to tylko cichy płacz z głodu czy zmęczenia. To było ciągłe, wysokie, rozpaczliwe wycie, które wypełniało mieszkanie niczym nie dający się zatrzymać alarm. Camille próbowała wszystkiego: kołysać go na ramieniu, chodzić boso po korytarzu, zmieniać mu pieluchę, karmić, śpiewać mu starą rymowankę, którą nuciła mu mama. Nic nie działało.
W salonie ich mieszkania w Tours kosze na pranie były przepełnione. Malutkie pajacyki schły na oparciach krzeseł. Na stoliku kawowym czekała sterta nieotwartej poczty. W zlewie trzy butelki dla niemowląt moczyły się w letniej wodzie. Camille widziała to wszystko. Widziała to od rana. Powtarzała sobie, że posprząta, jak tylko Noah zaśnie. Ale Noah nie spał.
Urodziła przez cesarskie cięcie po 19 godzinach porodu. Od tamtej pory jej ciało przypominało dom po pożarze: stojące, ale kruche. W nocy spała w 40-minutowych odcinkach. W ciągu dnia czasami miała problemy z przypomnieniem sobie, czy jadła. Ale za każdym razem, gdy patrzyła na Noaha, jego małą, pomarszczoną twarz, z pięściami zaciśniętymi w piżamie, powtarzała sobie, że wytrzyma jeszcze trochę.
O godzinie 17:12 zadzwonił dzwonek do drzwi.
Camille podskoczyła tak gwałtownie, że Noah zaczął krzyczeć jeszcze głośniej. Poszła otworzyć drzwi, a jej syn stał obok niej, z włosami niedbale spiętymi, a brzuch miał okryty starą, poplamioną mlekiem koszulką. Na półpiętrze stała Françoise, jej teściowa, w nieskazitelnym beżowym płaszczu, jedwabnym szaliku i idealnie wymiętej skórzanej torbie. Pachniała drogimi perfumami i chłodnym osądem.
Françoise weszła nie czekając.
—Julien zaprosił mnie do siebie. Jego koledzy wpadają dziś wieczorem na kolację. Powiedział mi, że prawdopodobnie będziesz potrzebował pomocy w doprowadzeniu mieszkania do porządku.
Camille pozostała nieruchoma, z ręką wciąż na klamce.