—Zmęczenie nie jest usprawiedliwieniem dla wszystkiego.

Potem Françoise położyła torbę na krześle i zaczęła przestawiać rzeczy. Podnosiła ubrania, ściskając je dwoma palcami. Układała talerze szybkimi, rozważnymi ruchami. Otworzyła lodówkę, zajrzała do środka i zamknęła drzwi z cichym, oskarżycielskim kliknięciem.

—Nawet nie przygotowałeś przystawki?

—Nie przygotowywałam obiadu, bo nie wiedziałam, że będzie obiad.

—Nadal trzeba było planować z wyprzedzeniem. Nigdy nic nie wiadomo. Zadbany dom może przyjąć gości w każdej chwili.

Camille poczuła bolesny rumieniec narastający w jej twarzy.

—To nie hotel. To mój dom. I właśnie urodziłam dziecko.

Françoise powoli odwróciła się w jej stronę.

—Miałam dwójkę dzieci, Camille. Nigdy nie pozwoliłam, żeby mój dom tak wyglądał.

Wyrok zawisł między nimi niczym policzek.

Przez prawie godzinę Françoise krążyła po mieszkaniu, wygłaszając ciche, ale precyzyjne uwagi, niczym igły przebijające powietrze. Kurz na półce. Niewłaściwie złożone ręczniki. Przepełniony kosz na pieluchy. Zabawki, które były już „natrętne”, gdy Noah miał zaledwie trzy tygodnie. Z każdym komentarzem Camille tuliła swoje dziecko coraz mocniej.

O godzinie 18:07 klucz w zamku został przekręcony.

Leave a Comment