Camille osunęła się pod ścianę, a Noah chwycił ją z odruchem zwierzęcym. Ból eksplodował w jej lewym policzku, palący, ostry, upokarzający. Noah krzyknął tak głośno, że Camille poczuła, jak krzyk wibruje w jej piersi. Świat zdawał się rozdzierać na dwoje: przed tym gestem i po nim.
Julien pozostał nieruchomy, z ręką wciąż w połowie uniesioną. Wyglądał na zaskoczonego sobą, ale nie na tyle zawstydzonego. Françoise natomiast nie poruszyła się. Po prostu wciągnęła powietrze, jakby porządek dopiero co został przywrócony.
Camille przyłożyła dłoń do policzka. Jej skóra płonęła. Oczy napełniły się łzami, ale kiedy przemówiła, jej głos brzmiał spokojniej, niż się spodziewała.