—Nie założysz kajdanek mojemu synowi na oczach jego dziecka!
Policjantka odpowiedziała, nie podnosząc głosu.
—Nie założysz kajdanek mojemu synowi na oczach jego dziecka!
Policjantka odpowiedziała, nie podnosząc głosu.
—To on zdecydował się uderzyć na oczach swojego dziecka.
To zdanie wywołało tak ciężką ciszę, że nawet wyczerpany Noah przestał płakać. Camille pozostała w drzwiach, z śpiącym dzieckiem przy ramieniu, podczas gdy Julien był skuty kajdankami. W końcu spojrzał na nią tak, jak powinien był spojrzeć na nią godzinę wcześniej: nie jak na złą żonę, ale jak na kobietę, którą właśnie stracił.
—Camille, zaczekaj. Przepraszam. Mama wpędziła mnie w ten stan. Nie powinnam. Proszę, nie rób tego.
Poczuła, że łzy napływają jej do oczu, lecz się nie poruszyła.
—Nic nie robię. Chronię Noaha.
Françoise zwróciła się ku niej z niemal jawną nienawiścią.
—Będziesz tego żałować. Samotna matka z dzieckiem, myślisz, że będzie łatwo?
Camille odpowiedziała mu bez krzyczenia.
—To będzie łatwiejsze niż wychowywanie syna w strachu.
Kiedy drzwi zamknęły się za Julienem, mieszkanie nagle wydało się ogromne i obce. Kolacja nie miała się odbyć. Kolacje nie miały przyjść. Chaotycznie poukładane talerze, piżamy, butelki – wszystko, czego Françoise użyła jako dowodu przeciwko niej – stało się tym, czym naprawdę było: zwykłymi śladami młodej matki na skraju wyczerpania.
Policjantka wręczyła mu kartkę z numerem sprawy, danymi kontaktowymi lokalnej organizacji wspierającej ofiary oraz instrukcją ubiegania się o nakaz ochrony. Poradziła mu, aby złożył formalną skargę i udokumentował obrażenia.
—Czy masz kogoś, komu ufasz i kto może po ciebie przyjechać?
Camille od razu pomyślała o Inès.
Inès była jej przyjaciółką od liceum, tą, która była na jej ślubie, płacząc głośniej niż wszyscy inni, tą, która wysyłała jej wiadomości od narodzin Noaha, nigdy nie żądając odpowiedzi. Camille do niej zadzwoniła. Powiedziała tylko trzy zdania. Inès odpowiedziała:
— Biorę samochód. Będę za 15 minut.
Policjantka została z Camille, gdy ta pakowała torbę. Wyjęła pieluchy, pajacyki, książeczkę zdrowia Noaha, jej rodzinną księgę wieczystą, ładowarkę do telefonu, dokumenty, dwie pary piżam i mały niebieski kocyk z wyszytym imieniem. Jej ruchy były mechaniczne. Przez okno zobaczyła Françoise na chodniku z telefonem przyklejonym do ucha, prawdopodobnie opowiadającą już historię, w której była ofiarą.
Kiedy Inès dotarła na miejsce, nie zadawała zbędnych pytań. Poszła na górę, wzięła najcięższą torbę, spojrzała na policzek Camille, a jej oczy wypełniły się gniewem.
—Idziesz do mnie. Teraz.