„Trzy tygodnie wcześniej urodziła dziecko, kiedy jej mąż uderzył ją
Julien wszedł z torbą na laptopa przewieszoną przez ramię, z twarzą zamkniętą w sobie, zanim jeszcze się odezwał. Pracował w agencji nieruchomości w centrum miasta i wciąż miał na sobie bladoniebieską koszulę, tę, którą Camille wyprasowała 5 dni wcześniej, trzymając Noaha na temblaku.
Zatrzymał się w przedpokoju, spojrzał na salon, a potem na swoją matkę.
—Co to za bałagan?
Camille poczuła, jak nogi jej miękną. Nie „Wszystko w porządku?”, nie „Czy Noah nadal płacze?”, nie „Przepraszam, zapomniałam ci powiedzieć”. Tylko to zdanie, wypowiedziane jak publiczne oskarżenie.
Françoise podeszła do niego, używając swojego stylu mówienia cicho, gdy chce kogoś zniszczyć.
—Próbowałem jej pomóc, ale jest uparta. Nie chce słyszeć, że rodzina potrzebuje porządku. Cały czas powtarza, że wraca do zdrowia.
Oczy Camille rozszerzyły się.
„To nieprawda. Nie denerwuję się. Jestem wyczerpany. Noah płacze od godzin, Julien. Nie mówiłeś mi, że zapraszasz kolegów.”
Julien zbyt mocno położył torbę na meblach w przedpokoju.
—Wysłałem ci wiadomość dziś rano.