Julien podniósł głowę.

—Nie mów tak do mojej matki.

—Proszę, żebyś przyjrzał się temu, co się dzieje. Nie śpię od 5 rano. Czasami nadal krwawię. Cierpię. Potrzebuję pomocy, a nie procesu w salonie.

Julien zawahał się na sekundę. Jego wzrok powędrował ku Noahowi, ku cieniom pod oczami Camille, ku jej drżącej dłoni pod drobnym ciałem ich syna. Wydawało jej się, że dostrzega rysę w jego gniewie. Myślała, że ​​odzyska rozum.

„Julien” – mruknęła – „proszę. Spójrz na mnie”.

Françoise westchnęła za nim.

—No i masz. Ona gra ofiarę.

Dłoń Juliena cofnęła się, zanim Camille zrozumiała.

Wejście wypełnił hałas.

Leave a Comment