Kathy Bates przeżyła raka jajnika w ciszy, z dala od mediów. Później zmierzyła się z rakiem piersi już publicznie. A kiedy zaczęła pojawiać się na czerwonych dywanach w rękawach uciskowych, zmieniła sposób, w jaki mówi się o życiu po leczeniu nowotworowym.
Kathy Bates, Annie Wilkes i rola, która zmieniła wszystko
W 1990 roku Kathy Bates miała 42 lata, gdy otrzymała rolę, która stała się przełomem w jej karierze. Zagrała Annie Wilkes — pielęgniarkę i morderczynię, która więzi swojego ulubionego pisarza. Była to postać mroczna, brutalna i wymagająca emocjonalnie.
Rola nie należała do tych, po które chętnie sięgały wielkie gwiazdy. Wymagała odwagi, bezkompromisowości i gotowości do pokazania na ekranie czegoś niewygodnego. Bates przyjęła to wyzwanie w całości: zmieniła głos, spojrzenie, sposób poruszania się, oddech i całą fizyczność postaci.
Rob Reiner, reżyser filmu, miał powiedzieć: „Nie wiedziałem, że ona to w sobie ma”.
Za tę rolę Kathy Bates otrzymała Oscara. Potem przyszły kolejne ważne projekty, między innymi role u Martina Scorsese, Clinta Eastwooda i Woody’ego Allena. W 2002 roku otrzymała gwiazdę na Hollywood Walk of Fame.
Jej ekranowy wizerunek często był związany z siłą. Grała kobiety widoczne, intensywne, czasem przerażające, czasem zabawne, czasem złamane, czasem niebezpieczne. Zawsze jednak miały w sobie obecność, której nie dało się zignorować.
W tym samym czasie publiczność nie wiedziała, jak wiele Bates nauczyła się ukrywać. W 1997 roku, podczas pracy przy „Titanicu”, miała zostać usunięta z planu z powodu ataku paniki. Lęk przed wodą okazał się dla niej ogromnym wyzwaniem. James Cameron miał powiedzieć: „Albo wracasz na wodę, albo wracasz do domu”. Wróciła. Zagrała. A widzowie nadal nie wiedzieli, co działo się za kulisami.
Kathy Bates uczyła się funkcjonować mimo strachu i chować słabość przed światem. Ta umiejętność miała okazać się potrzebna kilka lat później.