Pod koniec długich zmian wciskał mi burgera i frytki, mówiąc: „Zjedz, zanim zemdlejesz, i zrób dla mnie dodatkową papierologię”.
Czasami po zamknięciu zostawałam i pomagałam wycierać blaty, podczas gdy on narzekał na dostawców, ceny jedzenia, zepsute zamrażarki i ludzi, którzy zamawiali jajka „średnio-średnio-dobrze wysmażone”.
Pani Rhode przychodziła w każdy wtorek i czwartek rano punktualnie o ósmej.
Czasami po zamknięciu zostawałam i pomagałam wycierać blaty.
Kiedy pierwszy raz ją obsługiwałem, mrużyła oczy, patrząc na mój identyfikator.
„James” – powiedziała. „Wyglądasz na tak zmęczonego, że mógłbyś się zapaść w mojego gofra”.
„Długi tydzień”.
Pryknęła. „Spróbuj być 85-latkiem”.
Tak się poznaliśmy.
Potem zawsze o mnie pytała.
„Wyglądasz na tak zmęczonego, że mógłbyś się zapaść w mojego gofra”.
„Uśmiechasz się czasem, synu?” – zapytała raz.
„Czasami”.
„Wątpię”.
Innego ranka powiedziała: „Twoje włosy wyglądają gorzej za każdym razem, gdy cię widzę”.
„Dzień dobry tobie też”.
„Hm. Lepiej. Brzmisz dziś prawie jak żywy”.
Była trudna w sposób, który wydawał się niemal zabawny, gdy się do niej przyzwyczaiłeś. Nigdy nie widziałem, żeby była słodka, ale zwracała na mnie uwagę. To znaczy więcej, niż ludzie myślą.
„Uśmiechasz się czasem, synu?”
Pewnego popołudnia niosłem do domu kilka toreb z zakupami, kiedy zawołała mnie zza płotu.
„Mieszkasz niedaleko, James?”
Zatrzymałem się. „Kilka domów dalej”.
Obrzuciła mnie wzrokiem. „Hmm. Chcesz zarobić niezłe pieniądze, synu?”
Zatrzymałem się jak wryty. „Robię co?”
Otworzyła drzwi wejściowe i skinęła na mnie. „Chodź, pomóż mi. Dogadamy się co do ceny. Wyjaśnię wszystko przy herbacie”.
Zawołała mnie zza płotu.
W środku nalała mi herbaty o smaku gotowanych zielsk i od razu się za to zabrała.
„Umieram” – powiedziała.
Zakrztusiłem się herbatą.
„Och, nie dramatyzuj! Mam 85 lat, nie 12. Lekarz powiedział, że może kilka lat, może mniej. Potrzebuję pomocy. Zakupy, leki, podwózka, drobne naprawy. Nie mam nikogo godnego zaufania”.
„A w zamian?”
Przyglądała mi się przez chwilę. „Kiedy odejdę, to, co moje, będzie twoje. Zostawię ci wszystko”.
Zakrztusiłam się herbatą.
„Mówi pani serio, pani Rhode? Ledwo mnie pani zna”.
„Wiem wystarczająco dużo”.