Zapadła cisza. „Proszę pani, czy grozi pani bezpośrednie niebezpieczeństwo?”
„Nie wiem” – przyznałam. „Ale trzy róże są oznaczone. Dokładnie trzy”.
Głośne wypowiedzenie tego sprawiło, że ścisnęło mnie w gardle.
„Jak oznaczone?”
„Czerwone” – powiedziałam. „Małe czerwone ślady ukryte pod płatkami”.
Kolejna pauza.
„I uważa pan, że to groźba?”
Spojrzałam ponownie na bukiet, na te trzy ukryte ślady, wpatrujące się we mnie niczym stare rany.
„Tak” – powiedziałam. „Wierzę”.
Dyrektorka na linii kazała mi zostać w środku, zamknąć drzwi i niczego nie dotykać, dopóki ktoś nie przyjedzie.
Zrobiłam dokładnie to, co kazała.
Zamknęłam drzwi wejściowe.
Potem tylne.
Potem stanęłam na środku jadalni, wpatrując się w kwiaty, które dotarły pod nieobecność męża, czekając na policję i na to, aż Daniel do mnie zadzwoni.
Ale nie zadzwonił.
A najgorsze nadeszło godzinę później.
W tym czasie przyjechało dwóch umundurowanych funkcjonariuszy i stali w mojej jadalni, patrząc na bukiet z ostrożną uprzejmością, z jaką ludzie patrzą na bukiet, myśląc, że można się przestraszyć bez powodu.
Jeden z nich, funkcjonariusz Voss, zapytał: „Mówiła pani, że pani mąż zazwyczaj przysyła białe róże?”
„Tak” – odpowiedziałam. „Zawsze białe. Nigdy żółte”.
„I jest w delegacji?”
Reklama
„Tak mi powiedział”.
Młodszy funkcjonariusz spojrzał na kwiaty. „Pani Amber, rozumiem, że to niepokojące, ale kwiaciarnie czasami popełniają błędy”.
Chciałam mu wierzyć. Naprawdę.
Wtedy podjechał ciemny sedan.
Kilka minut później przez moje drzwi wejściowe przekroczył mężczyzna po sześćdziesiątce. Miał siwe włosy, zmęczone oczy i twarz, która wyglądała, jakby przez długi czas skrywała zbyt wiele tajemnic.
„Jestem detektyw Kellan” – powiedział.
Reklama
To imię coś we mnie poruszyło.
„Mój ojciec znał Kellana” – wyszeptałem.
Jego wzrok powędrował w moją stronę. „Twoim ojcem był detektyw Ron”.
Skinąłem głową, zaskoczony bólem, który wciąż towarzyszył mu na dźwięk imienia taty. Przez większość życia pracował jako detektyw w wydziale zabójstw. Zanim zmarł, od czasu do czasu opowiadał historie ze starych śledztw, nigdy o najgorszych szczegółach, ale wystarczająco dużo, żebym wiedział, że niektóre sprawy zostają z nim na zawsze.
Detektyw Kellan podszedł do róż.
Na początku jego wyraz twarzy był spokojny.
Potem zobaczył trzy oznaczone kwiaty.
Czar odpłynął mu z twarzy.
„Skąd się wzięły?” – zapytał cicho.
„Powiedziałem im. Dostarczyła je kwiaciarnia. Bez kartki. Bez nadawcy. Tylko moje nazwisko”.
Reklama
Odwrócił się do policjantów. „Zabezpieczcie dom. Zgłoście to”.
Oficer Voss wyprostował się. „Proszę pana?”
„Teraz.”
Nogi mi osłabły. „Rozpoznaje pan to?”
Detektyw Kellan spojrzał na mnie i po raz pierwszy od…
Kiedy bukiet dotarł, ktoś mi uwierzył.
„Dwadzieścia dwa lata temu” – zaczął – „zniknęły trzy kobiety. Każda z nich dostała sto żółtych róż, zanim zniknęła”.
Reklama
Ścisnęło mnie w gardle.
„Sto” – powiedziałem.
Skinął głową. „Nie dziewięćdziesiąt dziewięć. Nie sto jeden. Dokładnie sto. Twój ojciec uważał, że ta liczba oznacza koniec. Pełny cykl. Ostatnie pożegnanie”.
Chwyciłem się oparcia krzesła.
„A czerwone kropki?”
„Trzy zaznaczone kwiaty” – potwierdził. „Za każdym razem”.
Pokój zdawał się przechylać.
Reklama
Przypomniałem sobie, jak siedzieliśmy z tatą na naszym starym ganku lata temu. Wpatrywał się w ciemność, obracając w dłoniach kubek zimnej kawy.
„Niektóre potwory nie zostawiają odcisków palców” – powiedział. „Zostawiają symbole”.
Myślałem, że jest po prostu zmęczony.
Nie wiedziałam, że mnie ostrzega.
Policja ponownie próbowała dodzwonić się do Daniela. Ja też dzwoniłam. Każda próba pozostawała bez odpowiedzi.
Wtedy detektyw Kellan skontaktował się z firmą Daniela.
Obserwowałam jego twarz, gdy słuchał.
„O co chodzi?” – zapytałam, kiedy się rozłączył.
Nie odebrał od razu.
„Proszę mi powiedzieć”.
„Daniel nigdy nie był w podróży służbowej”.
Zaschło mi w ustach.
Reklama
„To niemożliwe”.
„Rezerwacja hotelu była fałszywa. Lot nie został odbyty. Nikt w jego firmie nie widział go od czterech dni”.
Cztery dni.
Mój mąż pocałował mnie w czoło w poniedziałek rano, powiedział, że zadzwoni z Chicago i wyszedł z walizką.
Teraz nie wiedziałam, gdzie jest.
Ani kim jest.