Bence dorastał na oczach całego świata. W małym węgierskim miasteczku ludzie wciąż pamiętali dzień, kiedy pielęgniarki wyszły z sali porodowej, szepcząc między sobą z niedowierzaniem. Noworodek miał śnieżnobiałe włosy — jak u staruszka. Czegoś takiego nikt wcześniej nie widział.
Na początku rodzice żyli w strachu. Jeździli od kliniki do kliniki, słuchali kolejnych lekarzy i zadawali wciąż te same pytania:
— Czy będzie zdrowy?
— Czy to jakaś rzadka choroba?
— Czy będzie mógł żyć normalnie?
Ale czas mijał, a chłopiec rósł silny, pogodny i ciekawy świata. Jego białe włosy stały się czymś więcej niż tylko dziwnością — stały się jego znakiem rozpoznawczym. Gdziekolwiek się pojawiał, ludzie odwracali za nim głowy.
W szkole nie zawsze było łatwo. Niektóre dzieci śmiały się z niego, nazywały go „dziadkiem” albo „lodowym chłopcem”. Przez pierwsze miesiące Bence wracał do domu milczący i zamykał się w swoim pokoju.
Pewnego wieczoru mama znalazła go stojącego przed lustrem.