„Mariana nigdy nie pożyczyłaby Łez Morza”.
„A więc ktoś je ukradł”.
„Albo ktoś jest o wiele głupszy, niż myśleliśmy”.
O dziewiątej wieczorem prowadzący ceremonię ogłosił rozpoczęcie zbiórki datków na cele charytatywne.
Uczestnicy zaczęli zajmować swoje miejsca.
Alejandro odetchnął z ulgą.
Mariana się nie pojawiła.
To oznaczało tylko jedno.
Postanowiła się ukryć.
Pogodziła się z porażką.
Po raz pierwszy od miesięcy czuł się niezwyciężony.
Camila wzięła go za rękę pod stołem.
„Myślisz, że twoja żona coś podejrzewa?”
Alejandro upił łyk whisky.
„Mariana zawsze była zbyt elegancka, żeby robić sceny”.
„A co, jeśli przyjdzie?”
„Nie przyjdzie”.
„Skąd wiesz?”
Alejandro uśmiechnął się.
„Bo całe życie rozwiązywał moje problemy”.
„I tym razem zrobi dokładnie to samo”.
W tym momencie otworzyły się główne drzwi holu.
Szmer ucichł.
Muzyka ucichła.
W
Nawet kelnerzy się zatrzymali.
Właśnie przybyła Mariana Villaseñor.
Miała na sobie elegancką czarną włoską jedwabną suknię.
Bez biżuterii.
Bez diamentów.
Bez naszyjników.
Bez kolczyków.
Miała na sobie jedynie antyczny zegarek z białego złota odziedziczony po babci.
I pogodny uśmiech.
Szła powoli.
Jak królowa powracająca, by odzyskać swoje królestwo.
Kobiety zaczęły wstawać.
Mężczyźni milczeli.
Wielu doskonale wiedziało, kto jest prawdziwym właścicielem tej fortuny.
Wielu wiedziało, kto sfinansował pierwsze biura Grupo Salazar.
Wielu znało sekrety, o których Alejandro wolał zapomnieć.
Mariana serdecznie ich powitała.
Pocałowała w policzek.
Uścisnęła dłoń.
Przyjęła uściski.
Aż doszła do Camili.
Młoda kobieta uśmiechnęła się nerwowo.
„Dobry wieczór”.
Mariana spojrzała na naszyjnik.
Potem podniosła wzrok.
I uśmiechnęła się.
„Dobranoc, kochanie”.
Camila przełknęła ślinę.
Wyobraziła sobie histeryczną żonę.
Załamaną kobietę.
Nie tę elegancką kobietę.
Spokojną.
Piękną.
Niebezpieczną.
„Naszyjnik pięknie na tobie wygląda” – powiedziała Mariana.
Camila się uśmiechnęła.
„Dziękuję”.
Wtrącił Alejandro.
„Mariana…”
„Nie martw się.
Nie przyszedłem tu, żeby się kłócić.
Przyszedłem tu, żeby ci podziękować”.
Alejandro zmarszczył brwi.
„Dziękuję?”
„Tak.
Camila zrobiła mi ogromną przysługę”.
Camila zamarła.
„Ja?”
„Oczywiście.
Dziękuję, odkryłem prawdziwą wartość mojego małżeństwa.
I uwierz mi.
Było o wiele mniej, niż myślałem”.
Alejandro wstał.
„Czy możemy porozmawiać na osobności?”
Mariana delikatnie pokręciła głową.
„Nie”.
„Wolę to robić publicznie”.
„Przecież…”
„Upubliczniłeś nasze upokorzenie”.
„Odwdzięczę się”.
Podszedł do sceny.
Wziął mikrofon.
I uśmiechnął się.