„Riley” – powiedziała ostrożnie. „Skylar uważa, że mogłoby pomóc, gdybyś została w domku na jakiś czas i dała wszystkim trochę przestrzeni.
”
O mało się nie roześmiałam.
„Przestrzeń? Chce, żebym jej nie przeszkadzała”.
„To nieprawda” – upierała się mama. „Domek prawnie należy do ciebie, ale Skylar uważa, że trzymasz go tylko na złość”.
Zacisnęłam szczękę.
„Ona mnie publicznie upokarza, a ja jestem problemem, bo nie oddam wszystkiego?”
Zapadła cisza.
W końcu wyszeptała: „Proszę, idź zobaczyć domek. Otrząśnij się”.
Powoli wypuściłam powietrze.
„Dobrze. Ale robię to dla taty. Nie dla niej”.
W słuchawce zapadła cisza.
„Dziękuję” – powiedziała cicho, po czym się rozłączyła.
Wpatrywałam się w ciemny ekran telefonu.
Dla taty.
To był jedyny powód.
Może zostawił mi tę ziemię z powodu czegoś, czego żadne z nas jeszcze nie rozumiało.
Spakowałam buty, sprzęt i zapasy na kilka dni. Wojsko nauczyło mnie, jak przetrwać z minimalnym zapasem, więc odludna chata mnie nie przerażała.
Jazda do Ozark trwała godzinami.
Drogi wiły się przez lasy i maleńkie miasteczka zatrzymane w czasie.
Z każdym kilometrem napięcie związane z Little Rock powoli ustępowało.
Kiedy w końcu skręciłam na polną drogę prowadzącą do posiadłości, moje reflektory uchwyciły zarys zapadającego się dachu.
Ścisnęło mnie w piersi.
A więc to był mój nic niewart spadek.
Zaparkowałam i wyłączyłam silnik.
Cisza na zewnątrz była przytłaczająca – taka, która uciska uszy.
Wyszłam i przyjrzałam się ciemnej chatce.
Nie była imponująca.
Ale Był mój.
Ganek skrzypiał pod moimi butami, gdy wchodziłem po schodach. Zamek wyglądał na stary, choć klucz obracał się zaskakująco płynnie.
Spodziewałem się pleśni i kurzu.
Zamiast tego, chata pachniała sosnowym drewnem i starą skórą.
Włączyłem światło i ciepłe światło wypełniło pokój.
Ktoś ewidentnie dbał o to miejsce.
Drewniane podłogi lśniły. Meble wyglądały na zadbane. Świeże drewno opałowe leżało równo ułożone obok kominka.
Powoli zamknąłem za sobą drzwi.