O 21:03 złożył wniosek o nadzwyczajną interwencję chirurgiczną.
Opuścił Szombathely o 21:17.
„Potem nastąpiła niezwykła procedura” – powiedziałem. „W tej samej placówce”.
Bálint pochylił się do przodu.
„Dyrekcja szpitala wyraziła na to zgodę”.
„W przypadku mojego ojca nawet o to nie prosił”.
„To nie miałoby sensu”.
„Dlaczego to było z matką Dóry?”
„Ponieważ jej stan był bardziej operacyjny”.
Dr Lévai położył na ladzie kolejny dokument.
„Według ekspertyzy, twój ojciec miał co najmniej takie same szanse na operację w momencie diagnozy. Niewydolność wielonarządowa rozwinęła się później, w trakcie oczekiwania”.
Po tym zdaniu nie byłem w stanie od razu mówić.
Pięć lat wcześniej Bálint powiedział mi, że stan mojego ojca był już i tak zbyt zły.
Po raz pierwszy otrzymałem oficjalną odpowiedź, że to nieprawda.
Bálint spojrzał na mnie.
– Réka, to statystyka. Nie można tego z całą pewnością zastosować do pojedynczego pacjenta.
– Prosiłam o niepewne przeżycie. Prosiłam o szansę.
Dóra wstała.
– Bálint nie wrócił, bo go o to prosiłam. Dyrektor mu nakazał.
Na projektorze pojawił się kolejny dokument.
Zgoda na nadzwyczajne zadanie.
Data wydawała się na pierwszy rzut oka zwyczajna.
Jednak metadane dokumentu wskazywały, że po operacji
Zostało ono sporządzone rano, a następnie przesunięte na poprzedni wieczór.
W audytorium rozległ się szmer.
„Nominacja została wydana retrospektywnie” – powiedziałem. „Bálint nie miał jej przy sobie w czasie operacji”.
Przewodniczący komitetu naukowego zwrócił się do Bálinta.
– Jak to wytłumaczysz?
– W nagłym wypadku ustna zgoda może wystarczyć.
– Kto ją wydał?
– Ówczesny dyrektor medyczny.
Dr Lévai wyjął podpisane oświadczenie.
– Były dyrektor medyczny oświadczył na piśmie, że dowiedział się o incydencie dopiero po rozpoczęciu operacji. Podpisał dokument później, ponieważ powiedziałeś, że w przeciwnym razie cały zespół może zostać objęty postępowaniem dyscyplinarnym.
Bálint nie odpowiedział.
Zwrócił się do Dóry.
Kobieta unikała jego wzroku.
– Wiedziałeś o tym? – zapytał Bálint.
Usta Dóry zadrżały.
– Matkę trzeba było ratować.
– Nie o to pytałem.
– Co powinienem był zrobić? Zaczekać, aż umrze?
– Powiedziałeś, że oficjalnie kazano ci wrócić.
– Powiedziałeś, że muszę to powiedzieć.
Mikrofon wciąż był w dłoni Dóry.
Wszyscy to słyszeli.
Twarz Bálinta zbladła.
– Dóra, posłuchaj.
– Słucham od pięciu lat! – warknęła kobieta. – Mówiłaś, że ojcu Réki i tak nic nie można pomóc. Mówiłaś, że to nie ma nic wspólnego z tym, co zrobiłaś dla matki.
– Zgadza się.
– To dlaczego usunęłaś nasze wiadomości?
Zapadła kolejna cisza.
Dóra sięgnęła po telefon.
– Mam je.
Bálint wstał.
– Nie rób tego.
– Teraz wszyscy patrzą na mnie, jakbym zabiła im ojca!
– Nikt tego nie powiedział – odpowiedziałam.
Dóra drżącymi rękami czegoś szukała, a potem wysłała to do technika organizatorów.
Na projektorze pojawiła się wiadomość sprzed pięciu lat.
Dóra napisała:
„Réka do ciebie dzwoniła?”
Odpowiedź Bálinta:
„Tak. Chcą operować twojego ojca”.
„Wracasz?”
„Nie. Jeśli teraz wyjadę, cała konferencja i moja nominacja będą zagrożone”.
Dóra:
„A jeśli umrze?”
Bálint:
„Powodem będzie powolne wydawanie oficjalnego zwolnienia lekarskiego. Nikt nie może mnie za nic pociągnąć do odpowiedzialności”.
Wiadomość trzy tygodnie później:
Dóra:
„Mama nie jest warta poranka. Proszę”.
Bálint:
„Wychodzę. Dokumentami zajmiemy się później”.
W sali rozległ się szum.