„Gdzie są dzieci?”
Jej głos pozostał spokojny.
“Spanie.”
„Nie miałeś prawa ich zabrać.”
Zapadła chwila ciszy.
Potem odpowiedziała cicho:
„Nie, prawda?”
Zacisnął zęby.
„Podoba ci się to.”
„Nie, Adrianie. Smutniałem na długo przed dzisiejszym dniem.”
Wstał gwałtownie.
„Wyczyściłeś moje konta.”
„Nasze konta”.
„Zaplanowałeś to!”
„Przygotowałem się do przetrwania”.
Margaret syknęła z pobliża:
„Włącz głośnik.”
Elena i tak to usłyszała.
Cześć, Margaret.
Głos starszej kobiety natychmiast stał się ostrzejszy.
„Ty manipulujący mały wężu.”
Po raz pierwszy od lat Elena cicho się zaśmiała.
„Powinieneś oszczędzać energię. Myślę, że twoja rodzina ma do omówienia poważniejsze problemy z DNA”.
Margaret zamarła.
Wyraz twarzy Adriana pociemniał.
„Wiedziałeś?”
„Teraz wiem wiele rzeczy.”
“Jak?”
„Niedoceniałeś mnie, bo milczałem.”
Jej spokój przerażał go bardziej, niż gniew.
„Słuchaj uważnie” – powiedział Adrian. „Jakąkolwiek grę sobie wyobrażasz, teraz się kończy. Przywrócisz moje dzieci”.
Nastąpiła długa pauza.
Wtedy Elena wypowiedziała zdanie, które sprawiło, że poczuł skurcz w żołądku.
„Sam zrzekłeś się nieograniczonego prawa do opieki międzynarodowej”.
Jego kolana niemal odmówiły mu posłuszeństwa.
Adwokat Bennett próbował go ostrzec.
Teraz sobie przypomniał.
Ale zależało mu zbyt mocno na dotarciu do Chloe.
„Oszukałeś mnie.”
„Nie” – odpowiedziała cicho Elena. „Po prostu nigdy nie wierzyłeś, że dam radę bez ciebie przetrwać”.
Linia została rozłączona.
Adrian stał nieruchomo pośrodku kliniki, a wszystko wokół niego rozpadało się w pył.
Vanessa podeszła powoli.
„Co mamy zrobić?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, niespodziewanie wrócił doktor Reynolds.
„Jest jeszcze jedna sprawa wymagająca twojego podpisu.”
Adrian spojrzał na niego gniewnie.
„Czy ten dzień może być jeszcze gorszy?”
Wyraz twarzy lekarza wskazywał, że tak.