„Więc posłuchaj uważnie: Isabel może iść do domu i pozwolić mężowi się nią zaopiekować. Moja żona nie jest niczyją pracownicą”.
W pokoju zapadła cisza.
A ja po raz pierwszy zrozumiałam, że to nie była zwykła rodzinna kłótnia.
Nie mogłam uwierzyć w to, co miało się wydarzyć…
CZĘŚĆ 2
Po tym, jak Alejandro mnie bronił, dom zamienił się w pole minowe.
Doña Guadalupe przestała do mnie mówić, ale za każdym razem, gdy przechodziłam, wygadywała bzdury.
„Są kobiety, które przyjeżdżają z niczym, a mimo to zachowują się, jakby były właścicielkami tego miejsca”.
Isabel natomiast przestała udawać słabość, gdy Alejandro nie było w pobliżu. Prosiła mnie o czyste butelki, rosół, pieluchy, ręczniki, jakbym była najemną robotnicą. Jeśli odmawiałam, dotykała brzucha i mówiła, że ją maltretuję.
Ale to nie było najdziwniejsze.
Chociaż Isabel twierdziła, że nie ma pieniędzy nawet na mleko w proszku, co tydzień przychodziły do niej drogie paczki: importowane pieluchy, markowe kremy, nowe ubranka dla niemowląt, a nawet najnowocześniejszy telefon komórkowy. Pewnego popołudnia widziałam, jak odbiera czarną paczkę od kuriera, który zapytał:
„Czy jesteś Isabel? To przysłał Mateo”.
Włożyła mu banknot do ręki i wyszeptała:
„Następnym razem zadzwoń wcześniej. Nie stój tak przy drzwiach”.
Zobaczyła mnie i zbladła.
„Jak długo tu jesteś?”
„Dopiero przyjechałam” – skłamałam.
Tej nocy słyszałem ją przez telefon.
„Już otrzymałem paczkę od Mateo. Nie martw się, nikt nie znalazł reszty towaru”.
Poczułem dreszcz na plecach.
Rafael został aresztowany za przemyt nielegalnych towarów ukrytych wśród pudełek ze słodyczami i piracką elektroniką od…
Granica. Według wszystkich skonfiskowali wszystko. Jaki więc „towar” zaginął?
Kilka dni później Alejandro wyjechał na dwa dni do pracy. Gdy tylko wyjechał, moja teściowa zasugerowała, że najlepiej będzie, jeśli wynajmiemy osobne mieszkanie.
„Twoja szwagierka i dziecko potrzebują tu spokoju” – powiedziała, układając stare papiery na stole.
Tej samej nocy ktoś zapukał do drzwi. To byli dwaj policjanci po cywilnemu. Zapytali o Isabel, wspominając o Mateo, paczkach i niedawnych wpłatach. Isabel omal nie zemdlała.
Kiedy policjanci odeszli, Doña Guadalupe skonfrontowała się z nią:
„Dlaczego pytasz o Mateo? Mówiłaś, że wszystko jest pod kontrolą”.
Isabel, drżąc, odpowiedziała:
„Jeśli coś znajdą, to mnie zrujnują”.
Byłam na schodach i teściowa mnie zobaczyła. Po raz pierwszy nie krzyknęła na mnie. Pobiegła na górę, weszła do mojego pokoju i wzięła mnie za ręce.
„Carmen, nie wychodź z tego domu. Błagam cię”.
Spojrzałam na nią, nie ruszając się z miejsca.
„Boisz się, że odejdę, czy tego, co odkryłam?”
Nie odpowiedziała.
Ta cisza powiedziała mi więcej niż jakiekolwiek wyznanie.
Kiedy Alejandro wrócił, opowiedziałam mu wszystko: Mateo, paczki, pieniądze, telefon, agentów i prośbę jego matki. Na początku nie chciał w to uwierzyć. To była jego rodzina. Ale potem, przypadkiem, znalazł książeczkę bankową ukrytą z tyłu szafy rodziców.
Była na nazwisko Isabel.
Kilka dni po aresztowaniu Rafaela wpłacono na nią 1 480 000 pesos.
Alejandro robił zdjęcia, nie mówiąc ani słowa.