„Wtedy legalnie wszystkim zajmę się ja”.
„A ten dom?”
„Nasz”.
Fernanda spojrzała w stronę ogrodu.
„Kiedy będzie nasz, chcę pozbyć się tych krzaków róż. Zrobimy basen”.
Poczułam furię, która dodała mi sił bardziej niż jakiekolwiek lekarstwo.
Ale wtedy Mauricio powiedział coś jeszcze gorszego.
„Moja matka myśli, że dostanie udział”.
„Czy to nie twoja matka?”
„To moja adopcyjna matka. A teraz mnie szantażuje, bo za dużo wie o moim biznesie”.
Daniel wspomniał, że zna nazwisko Mauricio.
Kiedy udało nam się potajemnie spotkać tego popołudnia, w końcu mi powiedział dlaczego.
Lata wcześniej pracował w rodzinnej firmie farmaceutycznej. Opracował recepturę, która ostatecznie została zarejestrowana na nazwisko Mauricio, wykorzystując sfałszowane dokumenty.
Daniel próbował ich zgłosić.
Został zwolniony.
„Kiedy odebrałem twój telefon, nie wiedziałem, kim jesteś” – zapewnił mnie. „Dowiedziałam się później”.
Nie wiedziałam, czy czuć ulgę, czy strach.
W tym samym tygodniu zdałam sobie sprawę, że Ofelia nie była zwykłym intruzem.
Pewnego ranka widziałam, jak przygotowuje napar dla Fernandy.
Wyjęła z kieszeni małą buteleczkę i upuściła kilka kropel.
Fernanda uniosła kubek.
Wszłam, stukając laską o podłogę i udając, że się potykam.
Kubek upadł.
Płyn poplamił syntetyczny dywan i niemal natychmiast odbarwił włókna.
Fernanda wpatrywała się w podłogę.
Potem spojrzała na Ofelię.
Po raz pierwszy obie kobiety zdawały się rozumieć, że w tym domu nikt nikomu nie może ufać.
Tej nocy schowałam telefon, który Daniel mi przyniósł, pod materac.
To był nasz jedyny sposób komunikacji.
Ale następnego ranka usłyszałam krzyk z mojej sypialni.
Mauricio znalazł telefon.
Kiedy zeszłam na dół, udając zdezorientowaną, zobaczyłam go stojącego przede mną.
Nie próbował już być miły.
„Koniec gry, Valeria”.
W jednej ręce trzymał mój telefon.
W drugiej oryginalną buteleczkę z kroplami.
Z jego spojrzenia wywnioskowałam, że za chwilę odkryję, jak daleko posunie się mężczyzna, gdy poczuje, że fortuna wymyka mu się z rąk.
CZĘŚĆ 3
„Od jak dawna to masz?”
Mauricio pomachał mi telefonem przed twarzą.
Nie mogłam skupić wzroku.
„Co?”
Uderzył mnie słowami, nie ręką.
„Nie traktuj mnie jak głupca. Jest tylko jeden zapisany numer. Daniel Mendoza”.
Poczułam dreszcz.
Feranda stała za nim blada.
„Mauricio, uspokój się”.
„Zamknij się”.
Sposób, w jaki do niej mówił, sprawił, że nawet ona się cofnęła.
Wtedy zrozumiałem coś ważnego: Fernanda mogła być jego kochanką, ale też była w pułapce.
„Daniel był tym chemikiem, który próbował zrujnować moją firmę” – kontynuował Mauricio. Co za zbieg okoliczności, że teraz jest bohaterem mojej żony.
Powoli podszedłem do fotela.
„Nie wiem, o czym mówisz”.
„Oczywiście, że wiesz”.
Pochylił się przede mną.
„Ile widzisz?”
Nie odpowiedziałem.
Mauricio wziął lampę i poruszał nią z boku na bok.
Wciąż patrzyłem prosto przed siebie.
Ćwiczyłem to od tygodni.
„Nadal jesteś ślepa” – mruknął.
O mało się nie uśmiechnąłem.
Wtedy usłyszeliśmy głuchy odgłos na dole.
Ofelia wychodziła z gabinetu mojego ojca.
Fernanda zobaczyła ją pierwsza.
„Znowu tu jest!”
Mauricio wbiegł na górę i wrócił, ciągnąc za ramię swoją przybraną matkę.
Dwie antyczne monety z kolekcji mojego ojca wypadły z torebki Ofelii.
„Złodziej!” krzyknął Mauricio.
„Patrz, kto mówi.”
Ofelia odsunęła się.
„Dałam ci rodzinę, wykształcenie i nazwisko.”
„Ukradłaś też pracę Danielowi.”
Zapadła cisza.
To zdanie potwierdziło wszystko.
Ofelia zbladła.
„Zrobiłam wszystko, co konieczne, żeby zapewnić ci przyszłość.”
„Cóż, już cię nie potrzebuję.”
Mauricio otworzył drzwi.
„Wynoś się.”
„—”
Nie mam dokąd pójść.
„To nie mój problem”.
Ofelia spojrzała na niego z nienawiścią, której nigdy nie zapomnę.
„Kiedy to wszystko się rozpadnie, pamiętaj, że to ty zacząłeś”.
Mauricio zostawił ją na zewnątrz z walizkami.
Kilka godzin później odkryliśmy, że zabrał coś jeszcze: kopię rzekomego pełnomocnictwa, które uważał za autentyczne.
Nie było.
Miesiące wcześniej, kiedy Mauricio zaczął naciskać na mnie, żebym podpisała dokumenty, mój ojciec jeszcze żył. Nie ufał żadnym szerokim pełnomocnictwom i nauczył mnie celowo trzymać nieważne weksle wśród ważnych dokumentów.
Ofelia wpadła w pułapkę.
Próbowała wykorzystać ten dokument do negocjacji ceny nieruchomości z pośrednikami, którzy chcieli ją kupić poniżej ceny rynkowej.
Kiedy notariusz zauważył, że pełnomocnictwo nie zawiera niezbędnych podpisów i pieczęci, kupujący oskarżyli ją o próbę oszukania ich.
Uciekła.
Tymczasem w domu Mauricio przestał udawać.
„Idziesz dzisiaj do kliniki”.
Powiedziała to podczas lunchu.
„Co?”
„Już wszystko załatwiłam”.
Fernanda odłożyła widelec.
„Mauricio, rozmawialiśmy o czekaniu”.
Spojrzał na nią.
„Plany się zmieniły”.
„Ale nie możesz jej po prostu zamknąć”.
„Mogę”.
Zciszyła głos.
„Valeria uratowała mnie przed twoją matką”.
Mauricio wybuchnął śmiechem.
„Więc teraz jesteście przyjaciółmi?”
Fernanda pogłaskała się po brzuchu.
„Nie. Ale nie chcę mieć nic gorszego”.