Rozdział 1: Iluzja doskonałości
Kiedy poznałam Ethana, był wszystkim, czego pragnęłam: pewny siebie, uważny i pełen uroku. Bez trudu mnie zachwycił. Poznaliśmy się na kolacji u wspólnego znajomego i od momentu, gdy nasze spojrzenia się spotkały, poczułam iskrę, jakiej nigdy wcześniej nie znałam. Ethan wydawał się idealny, zawsze wiedział, co powiedzieć, jakie gesty wykonać. W ciągu roku nosiłam jego pierścionek i planowałam przyszłość, w której wierzyłam, że będzie piękna.
Zrezygnowałam ze stałej pracy w firmie księgowej, by cieszyć się życiem, jakie wyobrażał sobie Ethan: tradycyjnym domem, w którym skupiłabym się na rodzinie i wspierała jego karierę. Początkowo wydawało się to właściwą decyzją. Ethan obsypywał mnie czułością, zaskakiwał kwiatami i planował romantyczne wieczory. Jego obietnice świetlanej przyszłości sprawiały, że każde poświęcenie wydawało się warte zachodu. Ale gdy minął okres miodowego miesiąca, zachowanie Ethana się zmieniło. Mężczyzna, który kiedyś mnie uwielbiał, stał się zdystansowany i zimny. Komplementy przerodziły się w krytykę, a jego troskliwe gesty zniknęły całkowicie. Zamiast pytać, jak minął mi dzień, zaczął wytykać mi wszystko, czego nie zrobiłam w sposób, który by go satysfakcjonował. Nieskazitelny dom i świeżo przygotowane posiłki, które kiedyś z przyjemnością przygotowywałam, stały się teraz moimi oczekiwaniami, a wszystko inne spotykało się z jego dezaprobatą.
Za każdym razem, gdy próbowałam wyrazić swoje uczucia, Ethan od razu mnie zbywał. „Jesteś kurą domową, Nancy” – mówił z zadowolonym uśmiechem. „Nie masz przecież ciężkiego życia”. Jego słowa raniły mnie głęboko, ale stłumiłam ból, powtarzając sobie, że muszę być silna dla Lily. Moja córka zasługiwała na stabilny dom, nawet jeśli musiałam znosić rosnącą obojętność Ethana, żeby jej go zapewnić. Z biegiem lat zdałam sobie sprawę, że mężczyzna, w którym się zakochałam, odszedł. Ethan stał się dla mnie kimś obcym, kimś, kto nie postrzegał mnie już jako partnerkę, ale jako kogoś, kogo można rozkazywać i krytykować. To, co kiedyś uważałam za marzenie, powoli przerodziło się w koszmar. Mimo to trzymałam się nadziei, że kiedyś coś się zmieni.