W okolicy były dziesiątki opuszczonych budynków, ale jeden znałam ze spacerów przed wypadkiem. Adam wspominał o nim raz, mówiąc, że lokalny inwestor kupił ruinę i nigdy jej nie odnowił.
Nie mogłam zadzwonić od razu. Nie wiedziałam, czy ktoś podsłuchuje. Nie wiedziałam, czy telefon nie zapiszczałby zbyt głośno. Otworzyłam wiadomości i napisałam szybko do numeru „K”:
„Widzę. Notariusz dziś. Rodzice w pensjonacie? Pomóż.”
Wysłałam.
Bateria spadła do trzech procent.
Odpowiedź przyszła po dwóch minutach.
„Jestem Karolina, pielęgniarka ze szpitala. Podejrzewałam Adama. Policja nie uwierzyła bez dowodu. Nie podpisuj. Włącz nagrywanie, gdy przyjdzie notariusz.”
Ręce miałam lodowate.
Karolina.
Przypomniałam sobie głos kobiety, która w szpitalu poprawiała mi kroplówkę i raz, gdy Adam wyszedł, powiedziała bardzo cicho:
– Proszę uważać, komu pani ufa.
Wtedy myślałam, że mówi ogólnie.
Teraz wiedziałam.
Ustawiłam telefon na nagrywanie i schowałam go pod poduszką.
Notariusz przyjechał po południu.
Był starszym mężczyzną, eleganckim, trochę zmęczonym, z teczką i okularami zsuniętymi nisko na nos. Nazywał się mecenas Rudzki.
Adam wprowadził go do salonu.
Mnie posadzono na kanapie, z kocem na kolanach. Obca kobieta, głosem mojej matki, usiadła obok i trzymała mnie za rękę tak mocno, że bolało.
– Córka bardzo się stresuje – powiedziała. – Biedactwo nadal nic nie widzi.
Notariusz spojrzał na mnie uważnie.
Nie spuszczałam wzroku? Nie. Musiałam pamiętać. Patrzeć obok. Przez niego. W pustkę.
– Pani Elżbieto – powiedział spokojnie. – Czy rozumie pani, jaki dokument ma pani podpisać?
Adam odpowiedział za mnie.
– Oczywiście, rozmawialiśmy…
Notariusz uniósł dłoń.
– Pytam panią Elżbietę.
Pierwsza drobna rysa.
Adam zamilkł.
– Pełnomocnictwo dla męża – powiedziałam cicho. – Do spraw majątkowych i medycznych.
– Czy chce pani, żebym odczytał całość dokumentu?
Adam od razu się wtrącił:
– To nie będzie konieczne. Ona szybko się męczy.
– Panie Adamie – notariusz spojrzał na niego chłodno. – Przy osobie z niepełnosprawnością wzroku odczytanie dokumentu jest szczególnie istotne.
Poczułam, jak dłoń fałszywej matki sztywnieje na mojej ręce.
Notariusz zaczął czytać.
Im dłużej czytał, tym bardziej robiło mi się niedobrze.
Pełnomocnictwo nie dotyczyło tylko rachunków.
Dawało Adamowi prawo sprzedaży mojego mieszkania w Warszawie, zarządzania udziałami w rodzinnej firmie, wypłaty środków z funduszu inwestycyjnego i podejmowania decyzji medycznych w moim imieniu.
Praktycznie oddawało mu mnie całą.
Mój majątek.
Moje leczenie.
Moje życie.
– Czy rozumie pani zakres pełnomocnictwa? – zapytał notariusz.
Adam patrzył na mnie.
Fałszywi rodzice patrzyli.
Wiedziałam, że jeśli odmówię zbyt wcześnie, mogą nie wypuścić mnie z tego pokoju.
– Tak – wyszeptałam.
Notariusz położył dokument przede mną.
– W takim razie proszę podpisać tutaj.
Podał mi długopis.
Ujęłam go niepewnie.
Udawałam, że szukam miejsca na kartce.
– Przepraszam – powiedziałam. – Czy może pan położyć mój palec przy linii?
Notariusz nachylił się i delikatnie ustawił moją dłoń.
Jego zegarek błysnął w świetle.
Wtedy zobaczyłam coś, czego Adam nie przewidział.
Na dokumencie, obok mojego imienia, widniała data urodzenia.
Nie moja.
Dzień i miesiąc się zgadzały.
Rok był przesunięty o dwa lata.
Ktoś przygotował dokument na podstawie fałszywego dowodu albo błędnych danych.
To był błąd.
Mały.
Ale dla notariusza wystarczający.
Zanim podpisałam, położyłam długopis.
– Panie mecenasie – powiedziałam cicho. – Czy może pan powtórzyć mój rok urodzenia z dokumentu?
Adam zesztywniał.
Notariusz spojrzał na kartkę.
– 1991.
– To nie jest mój rok urodzenia.
W salonie zrobiło się cicho.
Adam odezwał się za szybko.
– Ela, jesteś zmęczona. Mylisz się.
Odwróciłam twarz w stronę jego głosu, nadal udając, że patrzę nie tam, gdzie trzeba.
– Urodziłam się w 1989 roku. Mama zawsze mówiła, że w dniu wyborów jej młodsza siostra zrobiła jej awanturę w szpitalu, bo spóźniła się na rodzinny obiad.
Fałszywa matka nie zareagowała.
Moja prawdziwa mama zawsze śmiała się z tej historii.
Zawsze.
Notariusz powoli odłożył dokument.
– Proszę pokazać mi dowód osobisty pani Elżbiety.