– To też udokumentowaliśmy.
Brigitta zamilkła.
Tamas zapytał cicho:
– Czy to wszystko jego podpis?
– Tak.
Moi rodzice przyjechali wkrótce potem.
Mama przybiegła do mnie z płaczem.
– Réka, zrób coś!
– Co mam zrobić?
– Jesteś lekarzem!
– Tu też są lekarze.
– Ale ty jesteś członkiem rodziny!
Prawie ta sama rodzina, która dwa tygodnie wcześniej powiedziała, że nie mam nic wspólnego z dzieckiem.
A teraz nagle mnie potrzebują, bo jestem lekarzem.
Nic nie odpowiedziałam.
Nie było na to czasu.
Położnik i neonatolog szczegółowo wyjaśnili im sytuację.
Nie umniejszali im.
Nie straszyli ich.
Powiedzieli mi, jakie nieprawidłowości chromosomowe potwierdzili, jakie nieprawidłowości rozwojowe widzieli wcześniej i dlaczego obecny stan płodu wymaga natychmiastowej decyzji.
Jednak nawet wtedy Brigitta powtórzyła tylko jedno zdanie:
– Mojemu synowi nic nie dolega.
Neonatolog zapytał cicho:
– Pani, dlaczego pani myśli, że wykonano więcej badań genetycznych?
– Bo chcą zarobić.
Tamas zamknął oczy.
Być może po raz pierwszy usłyszał z zewnątrz to, co popierał od tygodni.
Nie brzmiało to już tak przekonująco.
W kolejnych godzinach stan się pogorszył.
Zespół terapeutyczny po konsultacji z rodzicami podjął decyzję o dalszej opiece.
Nie interweniowałem.
Kiedy Tamás próbował odciągnąć mnie na bok, powiedziałem tylko:
– Jestem teraz pani siostrą. Nie jestem lekarzem Brigitty.
– Ale pani rozumie lepiej.
„Powinieneś był mnie posłuchać, kiedy mogłeś poprosić o opinię”.
Zacisnął usta.
„Zamierzasz teraz rzucić we mnie tym?”
Spojrzałam na niego.
„Nie.”
Dotknęłam policzka, w który uderzył mnie dwa tygodnie wcześniej.
„Właśnie dlatego tego nie zrobię.”
Nie powiedział nic więcej.
Dziecko urodziło się wcześniej niż planowano.
Kiedy się urodził, nie było tak, jak sobie wyobrażała rodzina.
Nie było głośnego świętowania.
Nie było natychmiastowych zdjęć.
Zespół neonatologiczny przyjął go.
Badania potwierdziły to, co rodzina wiedziała od miesięcy.
Wykryto nieprawidłowości odpowiadające ciężkiemu zespołowi Edwardsa.
Moja mama osunęła się na krzesło na korytarzu.
„Ale Brigitta przez całą ciążę powtarzała, że dziecko jest silne.”
Nie odpowiedziałam.
Mój ojciec opierał się o ścianę.
– Ta kartka… którą zgniótł…
Spojrzał na mnie.
– Czy to naprawdę to znaczyło?
– Tak.
– I dlatego powiedziałeś to, co powiedziałeś?
– Tak.
Zapadła długa cisza.
Nagle moja mama zaczęła płakać.
– Potem my…
Nie dokończył.
Wiedziałam dokładnie, co powie.
„A potem zbesztaliśmy cię bez powodu?”
„A potem Tamás uderzył mnie bez powodu?”
„A potem Brigitta nie zrobiła badań, bo szpital chciał pieniędzy?”
Odpowiedź na wszystkie pytania była taka sama.
Tak.
Tamás przyszedł do mnie tego samego wieczoru.
Po raz pierwszy od kilku dni nie był zły.
– Przepraszam.