Rok później.
Surowa, mroźna zima w Seattle w końcu ustąpiła miejsca tętniącemu życiem, rozkwitającemu ciepłu wiosny. Finansowa i emocjonalna rzeczywistość wyborów moich rodziców w pełni i na stałe dała o sobie znać.
Za pośrednictwem wspólnego kuzyna – jedynego członka dalszej rodziny, z którym wciąż okazjonalnie rozmawiałem – słyszałem ponure, nieuniknione wieści o dynamice rodziny Vance.
Arthur i Helen nadal mieszkali z Chloe. Cała trójka była stłoczona w maleńkim, dwupokojowym mieszkaniu w pobliżu hałaśliwego parku przemysłowego, a ich fundusze emerytalne zostały całkowicie zdziesiątkowane przez niespłacone długi Chloe i brutalną świadomość, że…
Nie mogli już sobie pozwolić na dotychczasowy styl życia.
Według mojego kuzyna iluzja „idealnej, zżytej rodziny” całkowicie i gwałtownie roztrzaskała się pod ciężarem przytłaczającego, codziennego stresu związanego z ubóstwem i ciasnotą. Arthur obwiniał Chloe za utratę domu. Chloe obwiniała rodziców za to, że nie zaoszczędzili więcej pieniędzy. Helen spędzała całe dnie, gorzko narzekając na brak przestrzeni i hałas miasta. Byli uwięzieni w nędznym, toksycznym więzieniu, które sami stworzyli, tonąc w urazach.
Siedziałam przy dużym, pojedynczym oknie mojej 37-metrowej kawalerki, popijając gorącą czarną kawę i patrząc na lśniącą, górującą nad miastem panoramę Seattle.
Moja kariera w firmie zajmującej się danymi rozkwitała. Niedawno awansowałam na stanowisko dyrektora, moja pensja znacznie wzrosła, a moja nieruchomość na wynajem na przedmieściach generowała stały, łatwy i stabilny dochód.
Moja kawalerka była mała. Blat kuchenny służył mi również jako stół jadalny. Łóżko stało kilka stóp od sofy. Brakowało mu rozległej powierzchni, licznych łazienek i okazałych, sklepionych sufitów mojego podmiejskiego domu.