Nie krzyczała.
Nie broniła się.
Nie powiedziała: „On mnie rani”.
Po prostu spuściła wzrok.
Rezygnacja w ciele młodej kobiety to jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie istnieją.
Zrobiłem kolejny krok naprzód.
„Richard, jeśli jej natychmiast nie puścisz, to, co wydarzy się w ciągu najbliższych pięciu minut, zmieni twoje życie na zawsze”.
Uśmiechnął się krzywo.
„Grozisz mi w moim własnym domu?”
A ja odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem:
„Nie. Tylko ci daję znać”.
Na zewnątrz, w oddali, usłyszałam warkot silnika zatrzymującego się przed domem.
Żadnej wyjącej syreny.
Żadnego zamieszania. Tylko opony na asfalcie i szybko otwierające się drzwi samochodu.
Richard też to usłyszał.
Jego uśmiech nieznacznie się wyostrzył.
Pani Delorme zmarszczyła brwi.
„Co zrobiłeś?” zapytała.
Nie odpowiedziałam jej.
Zamiast tego delikatnie wzięłam Camille za nadgarstek i przyciągnęłam ją do siebie. Tym razem Richard nie protestował, bo właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Raz.
Dwa.
Trzy razy.
Trzeszcząco. Władczo.
Taki dzwonek, który nie czeka na pozwolenie.
Richard wyprostował się.